wtorek, 7 lipca 2015

ZAKRĘCONE JAK BARANIE ROGI


         Przedsłowie...


Lipcowa sobota, chodnik przed klatką jednego z sądeckich blokowisk. Jak zwykle w bardzo wczesnych godzinach porannych, czyli o 11:15 trzasłem w butem w pedał i sterta duralu pod moim ciężkim zadem drgnęła by potoczyć się na południe. Na dziś zaplanowałem by zakosztować kawałka z jurajsko-kredowo-paleogeńskiego ciasta z rodzynkami. Przy czym przeważnie jurajskie, wapienne soczewy to rodzynki, a reszta molasy to kreda i paleogen. Takim geo-keksem jest właśnie Pieniński Pas Skałkowy. PPS (Nie! Nie chodzi mi o socjalistów z I połowy XX w.) to skrawek ziemi o wyjątkowym genius loci... jest jak zimny podpiwek, odcinki Gumisiów na kasecie VHS, czy monopolowy na osiedlu - zawsze będę do niego wracał.


         Śródsłowie...


Od Sącza do Hranicznego idzie całkiem sprawnie. Vśr=25,5 km/h przy bezwietrznej pogodzie satysfakcjonuje mnie w zupełności, ale potem komputer pokładowy, konkretnie dział limbiczny włącza program "zew nowych tras" i kieruje mnie w Dolinę Szczerbówki. Kończy się targaniem ramy przez chaszcze a la via crucis i stratą czasową.

       Mniej więcej w środkowej części potoku Mały Lipnik, który kilometr niżej skutecznie przeorał się poprzez PPS tworząc wspaniały Wąwóz Jarabiński, wznosi się szkaradnie zarośnięta kserotermami i świerczyną skałka zwana Barani Roh. Miejscowi nazwali ją tak, ponieważ bez fachowej wiedzy musieli sobie jakoś wytłumaczyć pochodzenie charakterystycznych spiralek tkwiących w wapieniach. Dziś pewnie padło by na skamieniałe turbiny do BMW E30, ale kiedyś bardziej kojarzyło się to z zakręconymi rogami baranów. Sama skała to soczewka zbudowana z środkowo i górnojurajskich wapieni krynoidowych i położonych nad nimi wapieni bulastych, złożonych w dużej mierze z muszli amonitów.

       U północnego podnóża skały, znajduje się otwór niewielkiej rozplanowanej na kształt litery "L" sztolni- mikrusa, bo cały korytarz ma raptem 2 m długości. Nie była to akcja w stylu łasego na srebro Sanguszki przy drylowaniu Jarmuty, tylko próba pozyskania żelaza z czerwonego wapienia krynoidowego którego lepiszczem są min. tlenki żelaza. Skałę ponad sztolnią przecina charakterystyczna nisza - kolejna pozostałość po radosnej zabawie gwarków, a po skali sztolni jak i odkrywki szacuję, że nie zabawiono tu zbyt długo. Nie dogrzebałem się także do informacji o czasie w którym złoże było eksploatowane. Być może trzeba celować w XIX wieczny okres pogoni za nowymi złożami surowców?

       Cały teren jest mocno zarośnięty maliniskiem z subtelną domieszką pokrzyw oraz dokładką z głogów, dzikich róż i tarniny. Dobrze naostrzona maczeta, nawet taka z ruskiego bazaru jest wskazana, ale ja miałem tylko młotek i majzel, więc intensywny kontakt z cierniami zapewnił mi skaryfikację wikinga-weterana wracającego z wczasów w Paryżu w 886 roku. Nogi wciąż jeszcze wyglądają, jakby mnie wrzucili do worka z wnerwionymi kocurami. Do tego jeszcze latająca fauna wnerwiająca - jusznice deszczowe... Ale tu już młotek się przydał.

Barani Róg - ostaniec ninja. Kryje się w zagajniku w centrum kadru.
W tle połogie, łyse czoło Medvedelicy.
Otwór sztolni poniżej ściany.
Nyża wykuta przy pozyskiwaniu urobku.


       Co do samych skamieniałości, to są w tym miejscu wyjątkowo liczne. Przy czym stopień ich zachowania waha się od ledwo zauważalnych bul (tak Bronek! Masa buli!) ze śladami spirali. Do całkiem wyraźnych fosylii z zaznaczoną ornamentacją. Wielkością oscylują od kilku do nawet 30 cm średnicy. Przy czym większe okazy są przeważnie zachowane fragmentarycznie. Warto też przypomnieć, że amonity w przeciwieństwie do większości mezozoicznych żyjątek przetrwały wymieranie kredowe i znane są ich skamieniałości jeszcze z początku paleogenu. Twardziele jak na mięczaki... Wstępne oględziny nie dają nadziei na sensowne odkucie okazu, pozostaje tylko obchód skały na czworaka i grzebanie w rumoszu...

Skamieniałość typu negatyw - odcisk muszli.

Najlepiej zachowana spirala.

I największy zachowany fragment  na tym odcinku ściany.

Wraz z porównaniem do punktu odniesienia.

Impresja: martwa od 150 mln lat natura z bzem.

Wbrew pozorom, to nie zbliżenie krateru Herschel powierzchni Mimasa...

Nie najlepiej zachowany amonit, ale jezdny który dało się wybrać z rumoszu.

         Posłowie...


PPS - Karpacki kręgosłup to wręcz materiał na odrębną, ciekawą stronę geologiczną. Na jednym artykule na pewno się nie skończy, bo to w zasadzie studnia bez dna. Choć niewątpliwie ciężko będzie sięgać gdzieś dalej poruszając się rowerem, bo nie sposób obrócić w weekend do Myjawy na Słowacji, czy do Priborżawskiego na Ukrainie by poznać namacalnie kolejne fragmenty pasa skałkowego. No i ten "wielki skok", kiedy przechodząc od południa na północ przez wąziutki Pieniński Pas Skałkowy, poziom łamiącej zachodnim geologom język nieciągłości Mohorovičicia,  maleje nagle o 10 kilometrów. Dokładnie tak! Grubość skorupy ziemskiej, jest o całe dziesięć kilometrów cieńsza pod Piwniczną niż np. pod Starą Lubownią.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz