VERRUCANO TATRZAŃSKIE



         Przedsłowie...

Niebiosa... Główna kwatera dowodzenia. Wszędzie bajzel, porozrzucane narzędzia po kątach, czyli jednym słowem koniec pracowitego dnia trzeciego podczas Genesis:

     Anioł: [mruczy pod nosem] Trzon krystaliczny - gotowy, płaszczowiny wierchowe - prawidłowo
                 ułożone, seria reglowa dolna...
     Pan Bóg: A osłona metamorficzna?
     Anioł: Jest! Jest! Wszystko na swoim miejscu.
     Pan Bóg: No to klawo! Tatry mamy gotowe!
     Anioł: [odchrząknięcie] Pardon Szefie, ale tam w rogu mamy jeszcze stertę gruzu z różnych skał.
     Pan Bóg: Wiesz co anioł? Weź tą resztkę spoiwa żelazistego, rozbełtaj to wszystko w wiadrze i
                     wywal gdzieś na Koperszadzkiej Grani i po problemie.

I tak powstał zlepieniec koperszadzki...

     Pośród całego liku tatrzańskich skał osadowych najczęściej natrafimy na mezozoiczne osady węglanowe. Ponadto, obiegowa wieść odnosi skojarzenia ze skałami osadowymi wyłącznie do Tatr Zachodnich. Tymczasem nie dość, że w Tatrach Wysokich także znajdują się skały osadowe, to jeszcze najstarsze wychodnie z tej grupy znajdują się właśnie tam. Matuzalemem tatrzańskich osadówek okazuje się rzecz jasna wspomniany uprzednio zlepieniec koperszadzki będący częścią kompleksu permskich skał osadowych, które przetrwawszy mnóstwo niepokojów tektonicznych i miliony lat erozji, wciąż dzielnie trzymają się grani na wschodnim krańcu Tatr Wysokich.

Początek Koperszadzkiej Grani. To tu, tuż za widoczną po prawej Koperszadzką Czubą zachowały się resztki utworów permu tatrzańskiego.

  

         Śródsłowie...


     Na początku wypadało by przybliżyć czas i miejsce akcji. Musimy się przenieść circa 300 milionów lat wstecz na koniec karbonu. Gondwana wraz z mikrokontynentem Armorykańskim zamykając stopniowo ocean Reik przypierniczyły w Laurosję. Nie mogło się to skończyć niczym innym jak orogenezą hercyńską, podczas której obszar Tatr, a raczej wypadało by rzec "Pratatr" leżący wówczas ciut na północ od równika, został wypiętrzony. Dźwiganiu terenu towarzyszy to co zwykle w takiej sytuacji, czyli ostre denudowanie górotworu. "Pratatry" zostały z czasem zupełnie obdarte z warstw skalnych starszej osłony osadowej oraz lwiej części osłony metamorficznej (zachowała się w zasadzie tylko w Tatrach Zachodnich). Oberwało się nawet samemu trzonowi krystalicznemu, który też został częściowo zerodowany. Erozja hulała w najlepsze przez cały perm, aż pod koniec tego okresu cały obszar stał się... Równiną. Płaską jak mongolskie czoło skalistą równiną, przez którą przepływały rzeki osadzając na niej materiał skalny z południa. Materiały aluwialne składały się z otoczaków i żwirów, głównie granitoidowych i wulkanicznych. Cały ten miks został scementowany lepiszczem ilasto - żelazistym i voila! Powstała warstwa osadów klastycznych (osadów okruchowych) zwanych dziś serią koperszadzką. Pogląd na genezę tych utworów, najlepiej przedstawić jeszcze raz na obrazkach, które ogólnikowo zobrazują cały proces:

Późny karbon - świeżo wypiętrzony łańcuch górski "Pratatr". 1 - intruzja granitoidowa. 2 - skały osłony metamorficznej. 3 - paleozoiczne skały osadowe.

Wczesny i środkowy perm - erozja skutecznie denuduje góry usuwając skały osadowe. Niszczą się także skały intruzji granitoidowej i skały metamorficzne. 1 - intruzja granitoidowa. 2 - skały osłony metamorficznej.

Późny perm - na terenie równiny po zerodowanych górach rozpoczyna się akumulacja osadów rzecznych, które przejdą diagenezę w serię koperszadzką.



 

     Utwory klastyczne długo nie pozostawały nietknięte i jeszcze w samym końcu permu zostały silnie zerodowane. Przy czym "silnie zerodowane", to w zasadzie eufemizm gdyż doszło do prawie całkowitej anihilacji tych utworów. Nadległe piaskowce kwarcytowe w większości miejsc leżą bezpośrednio na trzonie krystalicznym, a tam gdzie znajduje się zlepieniec spąg piaskowców jest bardzo nierówny (jest to negatyw zerodowanej powierzchni zlepieńca). Po transgresji morskiej w triasie, resztki zlepieńca zostały przykryte kolejnymi warstwami osadów autochtonicznych (min. wspomniane piaskowce kwarcytowe), a później nasunęły się na to wszystko płaszczowiny wierchowe i reglowe z dokładką osadów kenozoiku na sam koniec. Przez to wszystko zlepieniec koperszadzki został pogrzebany dość głęboko. Do czasu... Jednak historia z permu się powtórzyła i w miocenie teren Tatr dźwignął się ponownie. Postępująca erozja zdarła zdarła sporą część warstw skalnych, dzięki czemu odsłoniły się starsze utwory, w tym interesujący nas zlepieniec.

     To co dziś zostało na powierzchni, to relikty odsłaniające się tylko w dwóch miejscach w Tatrach. Jedno miejsce znajduje się na zachodnich stokach Zielonej Czuby (jeden z Jaworowych Wierchów). Natomiast drugie, najciekawsze wystąpienie znajduje się na północno-wschodnim końcu Koperszadzkiej Grani i to na nim dziś skupimy uwagę. Perm odsłania się tu na początku grani biegnącej od Wyżnej Przełęczy pod Kopą ku Jagnięcemu Szczytowi. Tuż za zębem Koperszadzkiej Czuby znajduje się przełączka na której zalegają interesujące nas osady. 

Pogląd na końcówkę Koperszadzkiej Grani. Widok z podejścia na Wyżnią Przełęcz pod Kopą. Wcięcie w centrum kadru, to Koperszadzki Przechód na którym znajduje się odsłonięcie permskich zlepieńców.


Tak wygląda ten sam kadr pod kątem wydzieleń stratygraficznych.


     Jak już wcześniej wspomniano zlepieniec koperszadzki, to tak na prawdę tylko część całego kompleksu skał permskich. Całość można śmiało ochrzcić mianem serii koperszadzkiej. Seria rozpoczyna się w spągu od zlepieńca gruboziarnistego z dużymi otoczakami, przechodzącego stopniowo w zlepieniec drobnoziarnisty i arkozę. Na samym końcu w stropowej części kompleksu zalega iłowiec. Zdecydowaną większość otoczaków stanowią granitoidy, ale trafiają się też pegmatyty. Największe klasty osiągają rozmiar ok. 25 cm, ale przeważnie ich rozmiar oscyluje w okolicach ok. 10 cm. Dość charakterystyczną cechą jest bardzo gęsty szkielet ziarnowy z niewielką ilością matriks. Dodatkowo spora część ziaren jak i otoczaków jest ostrokrawędzista, co jest dowodem na niezbyt odległy transport części materiału skalnego. W górnej części frakcji ilastej znajdują się warstwy tufów i otoczaków skał wulkanicznych (głównie ryolitowych), co jest świadectwem dość sporej aktywności wulkanicznej na tym terenie pod koniec permu. Kolejnym elementem są żyłki kwarcowo-skaleniowe, które są bardzo ważnym dowodem na autochtoniczny charakter osadów triasu leżących nad iłowcami permskimi, ponieważ gdyby piaskowce triasu zostały nasunięte, doszło bo do zmielenia górnych warstw osadu wraz z żyłkami kwarcowo-skaleniowymi. Dla lepszego zobrazowania sprawy, cała seria została przedstawiona schematycznie poniżej: 



     W oko wpada od razu specyficzna kolorystyka tych skał, mianowicie cała seria koperszadzka jest czerwona jak nos pana Miecia stojącego pod monopolowym w oczekiwaniu na pięćdziesiąt groszy. Teren Tatr w owym czasie znajdował się na terenie o klimacie pustynnym i podczas wietrzenia wiele składników mineralnych rozłożyło się min. do czerwonego jak październik tlenku żelaza. Granitoidy stanowiące skład większości otoczaków i żwirów były świetnym substratem do tego procesu (miki i amfibole zawierają żelazo) i dlatego obszar Koperszadzkiego Przechodu tak kontrastuje kolorystycznie z otoczeniem. Zlepieniec Koperszadzki ma też swoje odpowiedniki w Europie. Ekwiwalentne kompleksy skalne znaleziono w innych częściach Centralnych Karpat Zachodnich, Alp i Apeninów i noszą one nazwę Verrucano (od zamku Castel Verruca w Apeninach, w rejonie którego pierwszy raz opisano kompleks). Dlatego też można śmiało trzasnąć mądrym terminem "verrucano tatrzańskie", jak ktoś będzie chciał tak dla odmiany. Co też część badaczy czyni w publikacjach geologicznych. Przy okazji... Spora część utworów permskich z Europy na terenach nizinnych jest analogiem utworów typu verrucano i nosi nazwę "czerwonego spągowca", z uwagi na charakterystyczne zabarwienie.

    Zlepieniec koperszadzki zadał też niezłego bobu geologom i musiało minąć pół wieku badań zanim ostatecznie ustalono genezę tych utworów. Pierwszy raz skała została opisana w 1897 r. przez Viktora Uhliga, geologa z CK monarchii, który pozamiatał w temacie geologii karpackiej, tworząc dobre teorie na bazie swoich badań i po stuleciu nadal się go cytuje w publikacjach. Niemniej w przypadku genezy zlepieńca koperszadzkiego się machnął, uznając go za utwory abrazyjne permskiego morza. Później zlepieniec traktowano jako koluwium, by następnie przypisać mu formę brekcji tektonicznej związanej z nasunięciem triasowych piaskowców kwarcytowych. Sprawa się rypła gdy okazało się, że nadległe piaskowce kwarcytowe są autochtoniczne, tzn. powstały bezpośrednio na zlepieńcu bez żadnych tektonicznych wygibasów i jasne się stało, że są to utwory akumulacji rzecznej.

Najlepsze odsłonięcie znajduje się przy samej ścieżce, którą przechodzi każdy który się mierzy z główną granią Tatr.
Zlepieniec koperszadzki w pełnej krasie. Młotek do skali.

Część otoczaków jest słabo obtoczona, co wskazuje na niedaleki transport od miejsca oderwania.

Wyższa część serii koperszadzkiej. Jałowiec przycupnął na ławicy arkozy.

Wyklinowanie serii koperszadzkiej. Trawiasty upłaz tworzący trójkąt z czerwonym zabarwieniem ziemi, to utwory permu. Nad nimi leżą triasowe piaskowce kwarcytowe z okapami powstałymi przez wymycie mniej odpornych iłowców z serii koperszadzkiej. Niżej (prawa część kadru) zalegają granitoidy trzonu krystalicznego.




Ciekawy obraz maluje się także z Białego Grzebienia.
Mówiąc ściślej maluje się tu kilka wydzieleń.

     Odsłonięcie na Koperszadzkim Przechodzie nie jest jedyne w tym rejonie. Seria koperszadzka widoczna jest jeszcze w jednym miejscu na zachodnim stoku Koperszadzkiej Czuby, oraz w kilku niewielkich soczewkach na jej południowych ścianach, niedostępnych bez asekuracji. Ostatnie odsłonięcie znajduje się tuż przy szlaku na Wyżną Przełęcz pod Kopą, gdzie przy wyraźnym uskoku odsłaniają się tylko czerwone iłowce z górnej części serii. 

Rdzawe kolory gruntu wskazują odsłonięcie serii koperszadzkiej na zachodnim stoku Koperszadzkiej Czuby.


         Posłowie...

Zlepieńce wszelakie raczej nie należą do skał specjalnie rzadkich, bo w zasadzie to tylko scementowany żwir z rzeki, dość często występujący w utworach osadowych, a nie jakiś fikuśnie wykrystalizowany minerał mieniący się kolorami jak skittelsy, przez co brak im wyjątkowości. Za to ten zlepieniec akurat jest inny, bo jest rzadki i przy tym kolorowy, ale przede wszystkim jest ważnym kamieniem milowym w geologicznej historii Tatr, ukazującym jak bardzo skomplikowana była geneza górotworu zanim uformował się w znaną nam wszystkim formę. Tutaj na Koperszadzkim Przechodzie na przestrzeni kilkunastu metrów można prześledzić ponad 50 mln lat historii. Wystarczy tylko patrzeć pod nogi.

Pod nogi, jak pod nogi, ale dookoła też warto się rozglądać...
      W dodatku historia kołem się toczy. Ta geologiczna także, a obecnie erodowane góry również pozostawiają w dolinach i kotlinach śródgórskich masę otoczaków. Bardzo prawdopodobne, że kiedyś zostaną niczym innym jak holoceńskim zlepieńcem. Ciekawe tylko czy jeszcze będzie na tej planecie ktoś kto to opisze.

Komentarze

  1. fajny tekst. Z nowych uwag: w stropowej części schematu profilu sedymentacyjnego brakuje ci wkładek tufitów i otoczaków skał wulkanicznych o których wspominasz kilka linijek tekstu ponad rysunkiem. Mógłbyś podać też na tym schemacie orientacyjną wielkość otoczaków/klastów, np od 10 do 50 cm i z czego są te otoczaki zbudowane (z jakich skał), warto też uwzględnić czy przejście pomiędzy poszczególnymi typami skał jest ostre czy nieostre. Jeśli masz informacje to uwzględnij też czy szkielet ziarnowy w tych zlepieńcach jest zwięzły czy rozproszony. W ten sposób będziesz miał niemal kompletny schemat uwzględniający większość zależności przestrzennych.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SĄDECKIE FRUTTI DI MARE

SZABLE W DŁOŃ!

ŚWIĄTEK, PIĄTEK I WAPIENIE