ZAGLĄDAJĄC DO SOLIERY



         Sól tej ziemi...


No i pięknie! Cycuś glancuś! - rzekł zapewne Benvenutuo Cellini dokańczając złocony cycuś bogini Demeter na swoim arcydziele, którym bez cienia wątpliwości jest Saliera - złota solniczka, wykonana w 1543 roku dla Franciszka I Walezjusza (dobrze myślicie, to dziadek naszego wypacykowanego króla Henryka). Jest to dość drogocenny bibelot na drogocenną rzecz, którą jak powszechnie wiadomo była sól kamienna. Cena soli była związana z wysiłkiem jaki trzeba było podjąć, by ją uzyskać. Czy to przez warzenie solanek, czy przez wydobycie głębinowe. Tak czy owak, soli po prostu nie da się pozyskać poprzez wykopanie nocą dołka w polu u sąsiada w nadziei, że trafi się jakieś złoże. Nawet relatywnie płytko zalegające mioceńskie złoża z rejonu Bochni i Wieliczki wymagają drążenia szybów. Niemniej podążając wzdłuż łuku Karpat zgodnie z ruchem wskazówek zegara, dojdziemy po pewnym czasie do miejsc w których sole kamienne powstałe w tym samym mioceńskim morzu, najzwyczajniej w świecie bielą się na powierzchni. i wystarczy tylko podejść do solnego klifu, gdzie po skutecznym walnięciu z karate uzyskamy bryłkę soli do przyprawienia niedzielnego rosołu. Jednym z takich miejsc jest leżący na południowo-wschodnim "kolanku" Karpat styk Gór Penteleu i Subkarpat Munteńskich  i dziś opowiemy o ciekawej geologii tamtego rejonu.


         Deliberacje nad Diapirem...


Podroż do solnego zakątka w Karpatach Zakrętu, to przygoda sama w sobie. Poruszając się własnym środkiem transportu, warto korzystać z dróg jak najwyższej kategorii i to nawet kosztem sporego objazdu. Trudno orzec do końca czy niestety, ale nie skorzystałem z takiego rozwiązania, przez co zyskałem sporo ładnych widoków i przede wszystkim krocie frajdy i emocji za kółkiem (owszem, po powrocie nad Dunajec wymieniłem sprężyny w amortyzatorach). Sporo dróg potraktował bym jako trasy terenowe, którymi mimo wszystko miejscowi jeżdżą codziennie po chleb i ziemniaki jakby to była niemiecka autostrada. Takimi opłotkami dostałem się w górną część doliny rzeki Slănic, w rejon gdzie przyjmuje swój lewostronny dopływ Jgheab. W widłach tych cieków wodnych, usytuowany jest płasko ścięty elipsoidalny grzbiet - Płaskowyż Meledic obwarowany białymi klifami... Białymi solnymi klifami.

Wędrując w górę rzeki Slănic każdy dotrze w końcu do giga-solniczki, czyli Płaskowyżu Meledic.

 
Wielka półoś elipsoidalnego płaskowyżu o długości ~2,1 km przebiega na linii północ-południe, a półoś mała przebiegająca na linii wschód-zachód ma długość ~ 1,8 km. Wierzchowina znajduje się na poziomie 500-600 m n.p.m. i ma powierzchnię ok. 1,7 km². Wszystko to usiane jest chaotyczną mozaiką zagajników, łąk i poletek przy przysiółkach wioski Mânzălești. Natomiast cała ta łagodność krajobrazu kontrastuje z białymi solnymi klifami i solnymi wieżami, rozciętymi dodatkowo przez głębokie wąwozy w których niewielkie, leniwie płynące potoczki wypłukują kolejne porcje halitu. Co ciekawe, cała solna góra uformowała się później niż otaczające ją szczyty, ale też nie  jest efektem depozycji soli bezpośrednio w tym miejscu jako wynik jakiejś transgresji morskiej. Zagadka rozwiąże się w kolejnych akapitach... 

Wierzchowina Płaskowyżu Meledic, pokryta jest licznymi zagłębieniami krasowymi.

 
Pojawienie się solnego masywu na powierzchni, nie jest taką prostą sprawą. Tektonika solna potrafi być... Nawet nie potrafi, ona zwykle jest bardzo zagmatwana, a pozawijane fałdy fliszowych pakietów leżące niezgodnie względem siebie to "amatorszczyzna" w porównaniu do tego jak może się ułożyć plastyczna sól kamienna. No, ale chwila! Chwila! Jak to niby sól kamienna ma być plastyczna? Otóż tu kryje się sedno całego zjawiska. Bryły halitu, które np. stoją na półce u kolekcjonera minerałów, czy też stanowią osłonę nocnej lampki wygranej na loterii podczas dożynkowego festynu, są dość twardą substancją i nie wyglądają na coś co mogło by być w jakikolwiek sposób plastyczne. I to generalnie... Prawda, ale tylko w warunkach normalnego ciśnienia i temperatury. W wyższej temperaturze i ciśnieniu dochodzi do tzw. halokinezy, czyli uplastycznienia i przemieszczania się soli kamiennej. Już w temperaturze ok. 200°C halit zyskuje właściwości plastyczne, pomimo iż to wciąż daleko do jego temperatury topnienia, która wynosi 801°C. W głębi ziemi warstwy solne poddane są również wysokiej temperaturze i przede wszystkim ogromnemu ciśnieniu co sprawia, że ewaporaty chlorkowe zachowują się jak plastelina w rękach twórczego dziewięciolatka na zajęciach z ZPT. Drugą ważną rzeczą jest gęstość związku stanowiącego większość składu soli kamiennych - halitu, która wynosi 2,17 g/cm³, a to dużo mniej niż w wypadku wielu innych skał. Powoduje to powstanie sił wynoszących sole kamienne ku górze pod wpływem różnic w gęstości, nawet gdy znajduje się w obszarze pasywnym tektonicznie. Trzeba przyznać, że to dość osobliwe zjawisko odnoszące się do substancji kojarzonej raczej z fazą stałą, ale na niektóre aspekty fizyki trzeba patrzeć nieco szerzej. Warto tu wspomnieć o ciekawym eksperymencie Thomasa Parnella, który w 1927 roku zainicjował trwający do dziś "eksperyment kropli paku" w którym to pak węglowy będący dla obserwatora ciałem stałym, w rzeczywistości zachowuje się jak ultralepka ciecz nawet w temperaturze pokojowej. Pak poddaje się sile grawitacji i spływa powolutku przez lejek. Może nawet bardziej niż powolutku, gdyż czas uformowania się kolejnej kropli to mniej więcej 10 lat.



Migracja uplastycznionych pokładów soli jest również procesem powolnym i odbywa się na przestrzeni milionów lat. Pokłady soli często formują się w masywny komin przebijający skały nadległe i jest to przykład tak zwanego diapiru, a konkretnie jego szczególnego przypadku czyli wysadu solnego. Zjawiskiem diapiryzmu opisuje się ogólnie struktury geologiczne, powstające poprzez ruchy substancji plastycznych pod wpływem różnic w gęstości i nacisków tektonicznych. Diapiryzmowi podlegają więc także np. iły i magma. Powstawanie diapiru solnego warto przedstawić poprzez rozrysowanie całego procesu na schemacie:

  • W pierwszej fazie, po ustaniu ewaporacji, dochodzi do odkładania się dalszych warstw innych sedymentów. Świeżo powstałe osady nie są skompaktowane i zazwyczaj ich gęstość wynosi około 1,7 g/cm³ - 2,0 g/cm³ , co w zasadzie uniemożliwia jeszcze ruch soli pod wpływem różnic w gęstości, ale dalsza diageneza prowadzi do zagęszczenia skał osadowych, która oscyluje koło wartości 2,4 g/cm³ - 2,8 g/cm³, przez co dochodzi do inwersji gęstości względem pokładów soli.        


 
  • W drugiej fazie, po zdiagenezowaniu osadów nadległych, dochodzi do pierwszych ruchów halokinetycznych soli, które uplastyczniły się pod wpływem ciśnienia wywieranego przez ciężar skał nad nimi. Powstają wówczas antykliny i poduchy solne powoli deformujące otoczenie, a sól z innych części warstw solnych stopniowo przepływa w kierunku antyklin. Jednak jeszcze do końca lat 80-tych XX wieku sądzono, że sama różnica w gęstości sprawi, że diapiry zaczną rosnąć i przebijać skały nad nimi. Okazało się, że to nie wystarczy i diapiryzm inicjowany jest przy ekstensji lub kontrakcji warstw nadległych, która osłabia skały nadkładu. Powstałe wówczas uskoki i antykliny stanowią początkową drogę migracji soli. Jest to czasami niewielki, ale mimo wszystko niezbędny czynnik. Mało tego, istnieje również graniczna grubość warstw nadległych powyżej której diapiryzm się nie zainicjuje.



  • Ostatnia faza to transformacja antyklin w słupy solne, które przebiły już sporo skał nadległych. Miejscami całe masy soli przemieszczają się w inne miejsca pozostawiając po sobie tzw. spoiny solne łączące skały, które wcześniej było rozdzielone pokładami soli. Czasami spoina solna tworzy się także w pozycji pionowej, jeśli cała masa diapiru przemieści ku górze. Stwarza to podłoże do powstawania nowych uskoków i migracji węglowodorów, a skoro jesteśmy już przy węglowodorach, to słupy solne stanowią na nie dobrą pułapkę i z tego powodu w placówkach poszukiwaczy nowych złóż strzelają korki od szampana, jeśli na terenie koncesji znajdzie się jakiś diapir. Obszar eksploatacyjny w Zatoce Meksykańskiej tworzą właśnie złoża ropy przy diapirach solnych. Bardzo interesującą rzeczą jest również widoczna na poniższej grafice tzw. czapa solna (kolor szary), ale jej poświęcimy więcej czasu nieco później. Czasami u nasady diapiru występuje tzw. płaszcz łupkowy złożony ze złupkowanych iłowców, będący zdiagenezowaną pozostałością po warstwie iłów, która zwykle odkłada się na solach po ustaniu ewaporacji.           





Przedstawiony tutaj schemat obrazuje klasyczny diapir solny, powstający w sposób pasywny, bez zbytniej ingerencji tektoniki. Takie diapiry spotkamy np. w rejonie antyklinorium środkowopolskiego, czyli np. w rejonie Kłodawy i Inowrocławia, ale w przypadku soli z Płaskowyżu Meledic sprawa była nieco bardziej skomplikowana, bo w sprawę nieco wmieszała się orogeneza alpejska.

Początek solnej historii z terenu Karpat zaczyna się w środkowym miocenie. Klimat zwrotnikowy suchy rozciągał się wtedy nawet do równoleżnika 50°, a związane z takim klimatem intensywne parowanie nagrzanych wód zagęszczało stężenie rozpuszczonych substancji. Sytuacji sprzyjało ukształtowanie terenu, bo u stóp piętrzących się Karpat postępowała regresja morska czego wynikiem były liczne, łatwo nagrzewające się płytkie zatoki.  W konsekwencji doszło do kryzysu salinarnego,  pomiędzy 13,8 mln, a 13,0 mln lat temu, podczas którego powstały wzdłuż Karpat pokłady ewaporatów chlorkowych, tworzących serię solną o miąższości 200 - 300 metrów. Sole zostały następnie przykryte warstwami młodszych osadów miocenu, a trwająca symultanicznie orogeneza alpejska spowodowała sfałdowanie mioceńskich warstw. Część serii solnej została też dodatkowo pogrzebana pod zewnętrznymi płaszczowinami fliszowymi, a cały proces wywołał intensywne ruchy halokinetyczne solnych pokładów, przez co wiele z nich leży w naprawdę zawikłanych położeniach często wykorzystujących uskoki czy też jądra antyklin. Warstwy soli o większej miąższości, takie jak te z Płaskowyżu Meledic miały tendencje do formowania się ostatecznie w wysady solne, które osiągają miąższość nawet 1,5 - 2,0 kilometrów. Samo wytrącanie soli podlega specyficznej sekwencji. - najpierw wytrącają się sole o najmniejszym iloczynie rozpuszczalności, czyli te najgorzej rozpuszczalne. Cykliczne odkładanie się skał osadowych nazywane jest w geologii cyklotemem, a w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z cyklotemem ewaporacyjnym, który układa się w następującej kolejności:
  1. kalcyt (CaCO3) i dolomit (CaMg(CO3)2)
  2. gips (CaSO4·2H2O) i anhydryt (CaSO4)
  3. syngenit (K2Ca(SO4)2·H2O) i polihalit (K2Ca2Mg(SO4)6·H2O)
  4. halit (NaCl)
  5. sole potasu i magnezu: sylwin (KCl), karnalit (KMgCl3·6H2O), kainit (KMg(SO4)Cl·3H2O) i kizeryt (MgSO4·H2O). 
Granice pomiędzy poszczególnymi warstwami mogą być lekko rozmyte, a wytrącanie się niektórych składników możliwe jest tylko przy specyficznych warunkach fizykochemicznych i przede wszystkim zależy od składu solanki w basenie ewaporacyjnym, przez co niektóre cyklotemy mogą być niepełne. Np. anhydryt, wytrąca się tylko po przekroczeniu pewnej granicznej temperatury ~50°C. Również część związków, np. syngenit i polihalit wytrąca się dość rzadko lub w znikomej ilości. Zazwyczaj pomiędzy cyklotemami i po ustaniu ewaporacji następują okresy sedymentacji ilastej pozostawiającej za sobą ciemniejsze warstwy, dlatego złoża soli mają często charakterystyczny wygląd pasów zebry.


Fragment zerodowanej powierzchni soli kamiennych. Widoczne są struktury ewaporacyjne w postaci buł z charakterystyczną "solną zebrą" - laminami będącymi zapisem cyklicznej ewaporacji soli, poprzedzielanej zwiększoną sedymentacją iłów i substancji organicznych (ciemne pasy).

 
Wspomniałem wcześniej o czymś takim jak czapa solna... tworzy się ona głęboko pod powierzchnią ziemi, kiedy strop diapiru trafi na pierwszy horyzont wodonośny. Wody podziemne prowadzą do subrozji, czyli głębinowej erozji. W pierwszej kolejności ługowane są składniki najbardziej rozpuszczalne, czyli rzecz jasna halit. Pozostałe składniki pozostają na miejscu i kumulując się tworzą płaszcz przykrywający sole kamienne od góry. Kontakt czapy solnej z solami kamiennymi nosi nazwę lustra solnego, jest ono ostro odcięte i często w miarę równo wypoziomowane. W zagłębieniach na płaszczyźnie lustra zalegają nierozpuszczalne iły tworząc najbardziej nieprzepuszczalną, ale zazwyczaj nieciągłą warstwę. Wyżej znajdują się głównie gipsy i anhydryty często wymieszane ze skałami nadkładu, które trafiły do czapy poprzez zawalenie się stropu pustych przestrzeni w krasowiejącej czapie solnej. W związku z tym czapa solna w dużej mierze jest zbrekcjonowana. Rzadziej zdarza się warstwa skał z przewagą węglanu wapnia (najczęściej w formie kalcytu), tworząca dodatkowy płaszcz w górnej części czapy solnej. Niżej zamieszczam szkic ogólny przeciętnej czapy solnej:



 


Lustro solne, czyli ostro odcięta linia pomiędzy solami masywnymi, a czapą solną zbudowaną z brekcji gipsowej i gipsów.

 
Gdy wysad solny zostanie w końcu odsłonięty na powierzchni, zostaje natychmiast poddany silniej erozji, przez co tworzy się dość osobliwy kras solny. Najbardziej niezwykłą cechą tego typu krasu, jest w zasadzie samo jego istnienie na powierzchni. Wszystko przez oczywisty fakt bardzo dużej rozpuszczalności chlorku sodu, którą można porównać ze związkami tworzącymi pozostałe typy krasu: siarczanem wapnia i węglanem wapnia. Rozpuszczalność halitu wynosi, bagatela - 357,0 g/l (w 20 °C), to 14,9 razy więcej niż w przypadku gipsu o rozpuszczalności 24 g/l (w 20 °C) i aż 25500 razy więcej niż w przypadku węglanu wapnia o rozpuszczalności 0,014 g/l (w 20 °C). Przy czym porównanie rozpuszczalności nie oddaje rzeczywistego tempa krasowienia pomiędzy poszczególnymi rodzajami krasu, ze względu na to że np. kras węglanowy tworzy się również poprzez reakcje chemiczne z kwasami, a nie poprzez samo rozpuszczanie węglanu wapnia w wodzie. Rozpuszczalność maksymalna jest zatem tylko miarą potencjału. Istotny jest również fakt niewielkiej zależności krzywej rozpuszczalności NaCl od temperatury, którą można pominąć jako czynnik wpływający na tempo krasowienia. Tak czy owak opadów w Karpatach nie brakuje i zdawało by się, że solne wzniesienia  powinny się rozpłynąć po ogłoszeniu trzydniowej pluchy, przez wydekoltowaną pogodynkę po wieczornych wiadomościach. Zatem co sprawia, że w dość wilgotnym klimacie Europy Środkowej  może uchować się coś takiego jak masyw solny odsłonięty na powierzchni? Jak to zwykle bywa, nie ma tu jednego powodu i kilka z nich pozwoliłem sobie wyszczególnić:

 
  • czapa solna
Wspomniana już wcześniej czapa solna tworzy swego rodzaju impregnat, który chroni sole kamienne od góry. Co prawda w skład czapy wchodzą głównie skały zawierające gips i anhydryt, które też podlegają procesowi krasowienia, ale tempo erozji jest tu znacznie mniejsze. Głównie za sprawą zbrekcjonowania sporej części czapy i obecności poziomów bardziej zailonych, co nadaje całej strukturze większą nieprzepuszczalność. Dzięki temu możliwe jest istnienie poziomu glebowego na wierzchowinie ze zwyczajnym lasem, a nie jałowego ugorka ze słonoroślami. 

Brekcje i gipsy czapy solnej również erodują, ale czas jest dla nich nieco bardziej łaskawy.

 

  • skład soli kamiennej 

Myśląc o soli kamiennej mamy najczęściej na myśli białe lub przeźroczyste kryształy, dzięki którym nawet najgorsze kulinarne pomyje potrafią stać się jadalne. Sól dostępna w sklepach spożywczych jest rafinowana, ale sole kamienne w zdecydowanej większości nie są złożami czystego chlorku sodu i zawierają sporo dodatkowych składników. Halit stanowi ~82% z ogólnego składu tutejszych warstw solnych, a pozostałe składniki to głównie: siarczan wapnia, węglan wapnia oraz minerały ilaste i składniki drobnoklastyczne. Pewien procent stanowią też inne chlorki: sylwin i karnalit. Co ważne - dystrybucja dodatkowych składników jest nierównomierna. Halityt - czyli monomineralna skała składająca się z chlorku sodu jest raczej rzadkością i częściej spotkamy tu sole masywne zawierające np. rozproszoną równomiernie frakcję węglanów i siarczanów, lub np. warstwowane poziomy zawierające zubry - czyli iły solne. Taka postać soli kamiennych jest wynikiem różnych warunków ewaporacji oraz wymieszania się składników w przemieszczającym się diapirze. Ciekawą postacią soli kamiennych są znane są tzw. "makowice", czyli sole w których równomiernej dyspersji uległy piaski. Innym przykładem mogą być czarne sole z rejonu Zatoki Perskiej w których równomiernej dyspersji uległy bituminy. Efektem zróżnicowanego składu jest nieco obniżona rozpuszczalność w stosunku do czystego halitu i pojawienie się horyzontów trudniejszych do dysolucji przez wodę.

  • efekt wspólnego jonu
W rozpuszczalności bardzo istotne dwa szczególne przypadki związane z siłą jonową roztworu. W pierwszym tzw. efekcie solnym występuje wzrost rozpuszczalności substancji w wypadku obecności w roztworze innych jonów niż te wchodzące w skład soli rozpuszczanej. W drugim tzw. efekcie wspólnego jonu dochodzi do spadku rozpuszczalności substancji jeśli roztwór zawiera jony identyczne z substancją rozpuszczaną. W wyniku tego woda która nasyca się coraz bardziej rozpuszczanym halitem, coraz słabiej rozpuszcza sól w swoim dalszym biegu. Badania przeprowadzone na terenie krasu solnego w Izraelu ("Hydrology and denudation rates of halite karst" Amos Frumkin 1994 r.) wykazały, że przeciętne nasycenie NaCl w wodach deszczowych wynosi ~4 g/l. Zbieżne wartości podają również dane z opisywanego tutaj rumuńskiego krasu solnego z Subkarpat (Viorel Horoi, Constantin Marin 1997 r.), gdzie realną rozpuszczalność określa się na 350 razy mniejszą niż w przypadku kalcytu, co daje wartość ~ 5,0 g/l rozpuszczonego chlorku sodu, a to dużo mniej niż poziom maksymalnego wysycenia roztworu. Przy czym pomiary z Izraela wykazały wartości ~85 g/l dla wód po intensywnych i gwałtownych deszczach, a pomiary z podziemnych jezior na dnie solnych awenów, gdzie woda ma kontakt z solą przez bardzo długi czas wykazały stężenie ok. 300 g/l, będące wciąż mniejsze od maksimum.

  •   rekrystalizacja
Jeśli sól ulegnie rozpuszczeniu, to nie znaczy że wraz z roztworem rychło opuści obszar wysadu solnego. Część z wyługowanej soli wykrystalizuje po drodze, a krystalizacja wcale nie musi zachodzić w momencie zupełnego nasycenia roztworu, do którego z resztą w praktyce raczej nie dochodzi, o czym była mowa w punkcie poprzednim. Ważnym czynnikiem wpływającym na krystalizację poza samym stężeniem jest ośrodek krystalizacji, którym może być np. inny kryształ halitu czy choćby ziarenko piasku. Takich ośrodków krystalizacji rzecz jasna nie brakuje, a cieki wodne z rejonu płaskowyżu nie mają zbyt dużych przepływów i zanim w ostateczności dana partia soli trafi do rzeki Slănic, to część z niej przejdzie po drodze kilka "reinkarnacji".
Sól nawet w korycie potoków wytrąca się po drodze. Na wszystkim co napotka...

 
  • wznoszenie się diapiru  
Z jednej strony denudacja stopniowo obniża solny masyw, ale z drugiej strony niszczenie jest kompensowane przez nieustanne wznoszenie się diapiru. Bilans jest rzecz jasna nierówny i zmienia się w zależności od natężenia i dystrybucji opadów w danym roku. Wznoszenie diapiru jako całości wraz z czapą solną jest podzielone na dwie prędkości, gdyż tempo wznoszenia na poziomie lustra solnego jest większe niż wznoszenie się terenu nad czapą. Jest to bezpośrednim wynikiem subrozji ługującej sól na kontakcie czapa/lustro. Zatem jaką wartość osiąga wznoszenie diapiru? Szacunki dotyczące np. wysadu solnego pod Inowrocławiem mówią o tempie 1,5 mm/rok na powierzchni terenu, przy czym jest to tempo średnie w skali całego holocenu, a nie wynik aktualnego rocznego tempa. W bardzo suchym klimacie wznoszenie diapiru bardzo często przewyższa tempo denudacji. W wyniku tego, na powierzchni  tworzą się stale rosnące zwałowiska solne zachowujące się jak lodowiec. Takie struktury solne można obserwować np. w irańskich górach Zagros. Gdzie stare, neoproterozoiczne i eokambryjskie sole wyciskane są niczym pasta do zębów z tubki, tworząc kilkukilometrowe lodowce solne -  tzw. namakiery, taki jak ten spływający z solnej góry Jashak.

 Kopuła solna Jashak przebijająca się przez podłużną antyklinę w górach Zagros (zdjęcie satelitarne; żródło: nasa.gov).

 
Inna kopuła solna z gór Zagros wraz z otaczającym ją namakierem (zdjęcie satelitarne; żródło: nasa.gov).

 

Dwa namakiery z gór Zagros zobrazowane perspektywicznie za pomocą satelity ASTER -Advanced Spaceborne Thermal Emission and Reflection Radiometer (żródło: nasa.gov).

 
I tak właśnie udało się przetrwać naszej solnej górze. Nie pozostało chyba nic innego, tylko przespacerować się po Płaskowyżu Meledic... Formy krasowe ukazują się w wielu miejscach i w zasadzie to włócząc się bez specjalnego przygotowania zawsze trafimy w jakieś ciekawy przejaw krasowienia soli. Pora więc przedstawić ten specyficzny krajobraz na konkretnych przykładach. Pierwsze elementy krasu jakie rzucają się w oczy, to klify i wąwozy wycięte w soli. Największe ściany znajdują się na południowych i zachodnich stokach płaskowyżu, z czego zachodnia ściana tworzy spory kuluar zwany Wielkim Amfiteratrem (Marele Amfiteatru).

Klify Wielkiego Amfiteatru tuż po deszczach. W bardziej suchej porze cały klif się bieli, ale teraz dokładnie widać ile tak naprawdę wystaje tam solnych turni. Reszta to jaśniejsza czapa solna i ciemniejsze osypiska i koluwia złożone głównie z iłów i klastów z brekcji.

 
W stoki wgryzają się trzy potoki - Meledic w północnej części i Sărat oraz Grădinii w południowej, tworząc efektowne, głęboko wcięte wąwozy. Przejście wąwozami jest nieco kłopotliwe, ze względu na iły spełzające do samego koryta potoku, przez co czeka nas do wyboru albo brodzenie w wodzie, albo grzęźnięcie w rozmoczonym ile. Ciekawą formą erozyjną są tutaj skalne iglice typu hoodoo, znane min. z Demoiselles Coiffées de Pontis w Alpach Prowansalskich czy Đavolja Varoš w Serbii. Interesujący jest również skład aluwium, gdyż znajdziemy w nim skały wymyte z brekcji gipsowej oraz ze skał nadkładu które dawniej przykrywały czapę solną. Bardzo powszechne są również żłobki krasowe. Bardzo często są one drobne i prowadzą do rozmycia powierzchni soli w ostre brzytwiaste krawędzie.

Wylot wąwozu potoku Sărat.. 

 
Czasami klasty w aluwium są całkiem spore, takie jak ten blok piaskowca i zlepieńca.

 
Jedna z iglic typu hoodoo z charakterystyczną czapką skalną.

 
Powierzchnia soli jest rozcinania przez liczne, drobne żłobki krasowe.

 
Prowadzi to powstania równie licznych żeber krasowych w formie brzytw.

 
Ściany wąwozu, to klasyczny przykład tworu zwanego złą ziemią, tudzież z angielska badlandem.

 
Kolejnym elementem krasu są leje krasowe, czyli zagłębienia terenu powstałe po zapadnięciu się pustek krasowych. W zagłębieniach które nie przebijają nieprzepuszczalnej czapy solnej znajdziemy zazwyczaj zbiorniki wodne. W większości będą to tylko niewielkie zabagnienia, ale misę kilku większych lejów wypełniają jeziorka. Z czego dwa nie są znowu takie małe - Lacul Mare o powierzchni 0,72 ha  i Lacul Castelului o powierzchni 0,38 ha. Co ciekawe, wypełnia je ombrogeniczna (pochodząca z deszczu) woda słodka, czyli prawdziwy rarytas w okolicy, bo jak nietrudno się domyśleć w okolicznych potokach płynie wykrzywiająca mordę bryna.

Niektóre leje krasowe są wypełnione wodą i stanowią np. wodopój dla lokalnych burków.

 
Albo stanowią miejsce do rekreacji i połowu ryb pomniejszych. Tak jak w przypadku największego na płaskowyżu, o mało wyszukanej nazwie - Lacul Mare, czyli po prostu Jezioro Duże.

 
Niektóre zagłębienia powstałe poprzez połączenie się kilku takich zagłębień tworzą większe zapadliska - tzw. uwały. W dnach najgłębszych lejów i uwałów, które przebijają czapę solną znajdziemy zazwyczaj ponory, lub prawdziwą wisienkę na torcie, czyli otwory jaskiń, których zinwentaryzowano na tym terenie aż 47.


Jeden z kilku uwałów w północnej części płaskowyżu.

 
Na dnie wielu z nich znajdują się ot takie "spusty wody", czyli otwory jaskiniowe.

 
Najbardziej znaną jaskinią z tej gromadki jest jaskinia skatalogowana jako Peşteră 6S odkryta w 1980 roku przez członków speleoklubu  "Emil Racovita" z Bukaresztu i obecnie jest najdłuższą jaskinią solną w Europie i trzecią najdłuższą jaskinią solną świata (Inne nazwy to Peşteră Meledic i Peşteră de la Mânzăleşti). Najdłuższą jaskinią świata wyerodowaną w soli kamiennej jest obecnie irańska jaskinia Tri Nahaci w górach Zagros licząca ponad 6 km długości. Ta słowiańsko brzmiąca nazwa, znacząca po prostu "Trzy Nagusy", nadana została przez odkrywców z czeskiego speleoklubu. Na drugim miejscu plasuje się izraelska jaskinia Malham wymyta na południowych  Har Sedom o długości 5685 metrów (tak, właśnie tak to ta mityczna góra od Sodomy i Gomory). Natomiast trzecia w kolejce Peşteră 6S liczy sobie 3234 metry, przy deniwelacji wynoszącej 42 metry. Jaskinie tego typu rozwijają się podobnie jak jaskinie z innych typów krasu, jednak tempo zmian jest dynamiczne. W przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat główny otwór do Peşteră 6S zmienił swoje położenie i otworzył się w sąsiednim leju krasowym. Sporym problemem w eksploracji są spore ilości rozmokłego iłu na dnach lejów i bezpośrednio w partiach wstępnych, co często uniemożliwia penetracje. Dokładnie na taką sytuację trafiłem podczas ostatniej wizyty na Płaskowyżu Meledic i wiele miejsc było przez to niedostępnych. Jednak nie tyczyło się to jaskiń, których otwory znajdowały się u stóp solnych klifów, więc rzutem na taśmę wybrałem odwiedziny w jaskini skatalogowanej jako Peşteră 76a (długość 26 m, +2,5 m deniwelacji). Z podanych danych wiemy już, że to dość niewielka jaskinia. Tworzy ona jeden, wijący się korytarz o soczewkowatym przekroju, który zwęża się stopniowo tworząc na końcu szczelinę niedostępną dla człowieka. W partiach wstępnych znajduje się niewielki kominek powstały przez zawalisko. Ciekawą sprawą jest obecność aktywnego cieku wewnątrz korytarza, czyli coś co speleolodzy bardzo lubią jako formę urozmaicającą przemierzanie ciągów (albo nienawidzą do cna przy wyższych stanach wody).    

Otwór jaskini 76a.

 
Korytarz ma przekrój soczewkowaty gdyż erodowane są głównie ściany boczne. Nieprzepuszczalne namulisko wypełniają klasty wymyte z czapy solnej i iły z mułkami.

 
Halit we wstępnych partiach wytrąca się przeważnie w formie groniastej.

 
Ale dalej tworzy bardziej skomplikowane nacieki solne

 
Halit tworzy kryształy sześcienne, dlatego też nacieki składają się z sześciennych merów.

 
Można by tu siedzieć godzinami. Nawet bez piwa... Niestety albedo nacieków solnych sprawia, że trudno zrobić jakiś kadr bez zupełnego przepalania jakiegoś fragmentu lub bycia lekko rozmytym sztafarzem.

 
No, ale w końcu trzeba wracać w kierunku otworu. W lewej części zdjęcia widać stare zawalisko.

 
 
Ciekawą sprawą jest też realny rozmiar diapiru Meledic, który wykracza poza zasięg opisywanego płaskowyżu. Otóż kontynuuje się on dalej w innych kierunkach, zapadając się i wyklinowując powoli w kierunku północnym i południowym. Pozorna przerwa na południu spowodowana jest rozmyciem fragmentu diapiru przez rzekę Slănic, a kontynuacje warstw soli widać po drugiej stronie rzeki na terenie wsi Săreni.   

Wody rzeki Slănic w dalszym ciągu rozcinają diapir, tworząc ciekawe formy erozyjne.

 
Wychodnie soli w kontynuacji diapiru po południowej stronie rzeki Slănic.

 
A w krasie jak to w krasie. Trzeba mieć świadomość, że dwa metry pod stopami może płynąć spora rzeka.

 
    Karpacki kras solny...


Płaskowyż Meledic jest niezwykły, ale nie jest jedyny w swoim rodzaju. Na terenie Subkarpat znajdziemy inne diapiry solne które odsłaniają się na powierzchni. W miejscowości Slănic i Telega znajdują się uzdrowiska w których można zażyć kąpieli w jeziorach u stóp solnych klifów. Diapir w miejscowości Ocnele Mari eksploatowano nawet metodą odkrywkową ("ocna" to po rumuńsku po prosu kopalnia soli, tudzież żupa solna). Również po stronie Wschodnich Karpat Wewnętrznych diapirów nie brakuje. W miejscowości Praid położonej u stóp wulkanicznych gór Giurghiu, znajduje się odsłonięty na powierzchni diapir, z położoną w pobliżu głębinową kopalnia soli. To właśnie ta kopalnia związana jest z kopalnią w Wieliczce poprzez legendę o pierścieniu św. Kingi. Także na terenie Ukrainy, znajduje się położona nad Cisą miejscowość Sołotwyno, gdzie w lejach krasowych i potężnych zapadliskach pokopalnianych odsłaniają się sole kamienne z górnej części sporego diapiru. Zmierzając dalej ku północy, coraz rzadziej zdarzają się duże formacje solne w formie diapirów. Ich miejsce zajmują stopniowo mniej miąższe i mocno sfałdowane warstwy soli, nieraz w dosć skomplikowanych położeniach, zwiększa się też udział zubrów w całym przedziale warstw solonośnych. Cały karpacki basen solonośny jest rzecz jasna tylko jednym z wielu w Europie. Zdecydowana większość złóż stanowią paleozoiczne sole z okresu permu (głównie z cechsztyńskich cyklotemów ewaporacyjncyh), mezozoiczne sole triasowe i kenozoiczne sole miocenu, a całość na terenie europy środkowej przedstawia się tak:
 



Płaskowyż Meledic, za sprawą szlachetnie urodzonych mógł wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Mowa o niejakim Karolu Eitelu Fryderyku Zefirynie Ludwiku von Hohenzollern-Sigmaringen, który to w roku 1881 został koronowany na władcę Rumunii jako Karol I. Król potrzebował rzecz jasna królewskiej rezydencji na miarę rodowego zamku Hohenzollern i właśnie na Płaskowyżu Meledic ruszyła budowa zespołu zamkowego. Projekt rychło zarzucono i ostatecznie królewską rezydencją został Pałac Peleş, wybudowany w 1883 roku nad miastem Sinaia u stóp gór Bucegi. Resztki niedokończonej budowy na Płaskowyżu Meledic zostały rozebrane przez miejscową ludność, a pamiątką po tym epizodzie jest nazwa sąsiedniego jeziorka - Lacul Castelului. Warto też postawić pytanie, dlaczego Płaskowyż Meledic nie został oddany pod eksploatację, skoro sól jest tu tak łatwo dostępna?   Zapewne przyczyniła się do tego po prostu ekonomia, związana z niezbyt przystępną lokalizacją. Tym bardziej, że na terenie Subkarpat i w ogóle na terenie całej Rumunii, znajduje się naprawdę sporo innych, dużo łatwiej dostępnych i dobrze skomunikowanych miejsc wydobycia soli. Kopalnie w Cacica i Târgu Ocna w zupełności wyczerpywały zapotrzebowanie na sól na sporym obszarze Bukowiny i Mołdawii, nie wspominając o rozlicznych mniejszych warzelniach.

Życie u stóp solnych klifów toczy się wciąż w "sielskowiejskim" stylu, a owcza urdâ świetnie smakuje z gruboziarnistą, świeżo zebraną z klifu solą.

 
Jednak sól z Płaskowyżu Meledic jest wykorzystywana lokalnie na niewielką skalę i w dość specyficznych celach. Częstym widokiem są ludzie nabierający wodę z potoku do plastikowego kubeczka, po czym zawartość kubeczka spożywana jest na "ino roz" niczym setka okowity. Jest to miejscowe vademecum na problemy żołądkowe. Miejscowi nabierają również wodę do większych butelek i wykorzystują ją jako "murata naturala", czyli po prostu naturalną zalewę w której konserwuje się, żywność. Cóż... Sól to dobra rzecz, przydatna nawet bez złoconej solniczki.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa uznania. Jak znajdę chwilę to dodam jeszcze kilka zdjęć.

      Usuń
  2. Tekst i zdjęcia klasa. Trochę skrócić i do National Geographic wysłać - z pocałowałem ręki wezmą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to treść i tak okroiłem by była w miarę zwięzła. Mam pewne opory przed wysyłaniem tekstów to czegoś takiego jak National Geographic, ale może kiedyś się przemogę z pisaniem do nich. W obecnej chwili i tak ciężko znaleźć czas na pisanie na dwóch blogach (a tu człek jeszcze o trzecim myślał), mając na głowie dwie prace w dwóch różnych miastach i jeszcze kilka innych hobby, które skutecznie wypełniają każdą lukę czasową w życiu :) Tak czy owak dziękuję, za kolejne słowa uznania.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SĄDECKIE FRUTTI DI MARE

PODZIEMNA NUTA Z PONIDZIA