KEEP CALM AND FEDRUJ WŮNGEL

          
         Przedsłowie....

Kamienica Nawojowska... Niewielka, długa na ledwie 3/4 dystansu maratońskiego rzeka, niosąca raptem kilka emaliowanych wanien wody na sekundę, to smok w skórze chihuahuy. Prowadzone pod koniec lat 50-tych XX w. prace próbujące ując ją w "kaganiec" betonowych jazów spełzły na tym, że po połowie stulecia woda przemieliła całą tą hydrobudowę w elementy swojego aluwium. Niektóre jazy rozpierniczyło tak skutecznie, że ich kawałki albo ledwo wystają spod żwirów, albo leżą 100 metrów za swoim pierwotnym położeniem i powoli przemieniają się w otoczaki.

     Niecałe 5 lat temu, wędrując przez MSB, usiadłem w Porąbce nad brzegiem Soły by schłodzić w jej nurcie skarb butelkowany w Wielkim Szaryszu. Nadszedł tubylec, nawiązała się rozmowa na egzystencjalne tematy o wyższości herbaty niesłodzonej nad słodzoną etc. Gdy dowiedział się, że jestem z Sącza, to z dumą oświadczył, że budował na Kamienicy i innych karpackich rzekach takie pancerne, porządne i po prostu niezniszczalne progi na rzekach... Pozostaje tylko mieć nadzieje, że poczciwiec nigdy się nie dowie co żywioł narobił z owocem jego pracy. Człowiek w konfrontacji z walcem czasu, może w zasadzie wypierdzielać z tej piaskownicy ze swoimi grabkami i wiaderkiem. Tymczasem nasza rzeka, uprzednio tocząc roztokowe, łagodne nurty przemieniła się w drapieżną bestię i urwawszy się z łańcucha, wryła się na 10 metrów w głąb ziemi, po ledwie paru powodziach i dzięki temu geologia Kotliny Sądeckiej stała się czytelniejsza... 


         Śródsłowie...

Pewnego razu, mieląc supportem w moim Authorze wzdłuż koryta Kamienicy, zatrzymałem się przy jednej ze skarp nad brzegiem rzeki. Skarpy w dużej mierze tworzył ił. No ił jak ił - niebieskozielone łajno którym smarowaliśmy się za dzieciaka, by choć trochę przypominać smerfy. To potocznie zwane "kacze mydło" nie było nowinką, bo czasami iły odsłaniały się w dnie rzeki, ale tego dnia wzrok przykuła czarna nitka przecinająca skarpę w poprzek. Szybki podjazd na miejsce i mam diagnozę! Wkładka pięknego lignitu w warstwach biegonnickih!


       Na jaw wyszło, że warstwa czwartorzędowych żwirów w tym miejscu to ledwie metr, góra dwa metry otoczakowego gruzu. Dalej zaczyna się inna kraina, czyli węglonośne utwory miocenu. Najpierw widoczna jest warstwa brunatnych piasków, pod nią niebiesko-zielone iły. No cóż... Nowy Sącz na węglu stoi, lecz szanowni władycy Civitas Sandecz! Drugiego Bełchatowa nie ma, nie było i nie będzie. Na tłumną sądecką barbórkę się nie załapiecie i z ochlaju nici. W całej misie kotliny, tych węglowych soczewek jest sporo, ale to przeważnie cienkie laminy, co zostało potwierdzone w odwiertach i odkrywkach z innych lokacji w Kotlinie Sądeckiej. Ta którą znalazłem jest i tak stosunkowo duża, bo pokład ma ok 60 cm miąższości, a najbardziej miąższe warstwy węgli z terenu kotliny mają niewiele ponad metr grubości.


Brzeg Kamienicy z położoną horyzontalnie czarną wkładką lignitów, zatopioną w mioceńskich iłach. Wkładka stopniowo zapada się pod niewielkim kątem ku północy.



Rzeczona wkładka lignitów. Niestety, lignit- nicpoń szybko wietrzeje. Gdy jest sucho, warstwy stopniowo odspajają się i kruszą na pył. Gdy jest mokro, rozmięka i rozpada się. I tak źle i tak niedobrze...


Dlatego lignity szybko okryją się zwietrzeliną, do czasu aż rzeka lub osunięcie gruntu nie odsłoni go ponownie.



Lignit, jak to lignit posiada dobrze zachowaną strukturę drewna.



     Skąd w ogóle węgiel w środku Karpat Zewnętrznych, gdzie dominują osady głębokiego morza? Wypada na początku nakreślić "czas akcji" podczas którego doszło do powstania złóż: miocen inaugurujący neogen, to bez wątpienia jedna z ciekawszych epok w historii naszej planety. Afryka, wjechawszy w tym czasie na czołówkę Europie, sprawiła kupę szczęścia dzisiejszym turystom, bo w konsekwencji tego "incydentu" wypiętrzyły się min. Karpaty i rozpoczął się długi okres niepokoju tektonicznego.

     Kotlina Sądecka przez sporą część miocenu, była zalana wodami słodkowodnego jeziora. Co pewien czas, zamulane jezioro spłycało się, co powodowało powstawanie stref bagiennych na których postępowała sukcesja roślinna. Stare drzewa na mokradłach lądowały w wodzie i w beztlenowym środowisku ulegały stopniowemu, redukcyjnemu zwęgleniu. Przemienność warstw węgla i osadów jeziornych świadczy o tym, że raz po raz przeważało zapadanie się kotliny z konsekwentnym pogłębianiem jeziora, a raz dominowała akumulacja. W górnym miocenie nastąpiła transgresja Paratetydy - morza wypełniającego misę obecnego Zapadliska Przedkarpackiego i kotlina stała się fragmentem dość sporej zatoki i w następstwie została przykryta kolejnymi warstwami osadów - tym razem były to głównie osady ilasto-piaszczyste i piaski. Po ustąpieniu morza, osady z Kotliny Sądeckiej zostały poddane erozji oraz przykryciu przez czwartorzędowe żwiry, które dziś przeważnie mamy pod stopami w rejonie Nowego Sącza. Tylko dzięki erozji rzecznej (głównie w korycie rzeki Kamienicy), albo gliniankom z Biegonnic lub Bielowic możemy oglądać osady mioceńskie na powierzchni. Jeśli chodzi o to jak to wygląda w całości, to będzie tu przydatny poglądowy przekrój przez Kotlinę Sądecką (ogólny, bez zachowania skali):




     Analiza petrologiczna i palinologiczna (analiza na podstawie pyłków roślin ze skał) pokazały, że głównymi gatunkami tworzącymi pokłady węgla, były drzewa iglaste z rodzaju Cupressaceae (Cypryśnikowate), a główny udział miały w zasadzie tylko dwa rodzaje z owej rodzaju: Taxodium i Glyptostrobus - cwaniaki z pneumatoforami, czyli korzeniami oddechowymi.  Drzewa z tych dwóch rodzajów, przetrwały do naszych czasów, choć ilość gatunków nie jest zbyt duża. Z rodzaju Taxodium żyją dziś trzy gatunki, a z rodzaju Glyptostrobus tylko jeden gatunek - Glyptostrobus pensilis, którego naturalne stanowiska znajdują się na terenie Półwyspu Indochińskiego. Oczywiście nie rosną już nie w naszej strefie klimatycznej. Natomiast same strefy bagienne w kotlinie musiały wyglądać podobnie do dzisiejszych bagien na Florydzie, które są gęsto zarośnięte cypryśnikami..


Tak rysował się landszaft Kotliny Sądeckiej w miocenie (fot.Skeeze).


Udomowiony lignit z odciśniętym fragmentem Taxodium lub Glyptostrobus.


     Wykazano też obecność innych gatunków drzew w obrębie Sądecczyzny, poza terenami bagiennymi. Tutaj też dominowały drzewa iglaste, w szczególności sosny, cyprysy i sekwoje. Z będących w mniejszości drzew liściastych, można było znaleźć kasztany, wiązy, orzechy, dęby, lipy i brzozy. Toteż krajobraz Ziemi Sądeckiej pod kątem flory, wpasował by się do czegoś pomiędzy Bałkanami, a Kalifornią. Do tego klimat był znacznie cieplejszy i przez większość miocenu był zbliżony do dzisiejszego śródziemnomorskiego.



         Posłowie...


Węgiel tego rodzaju sam w sobie nie należy do specjalnie kalorycznych. Podłóg badań pana Nestora Oszczypki energia spalania oscyluje w zakresie 3,0-4,0 MJ/kg skały. To zaledwie połowa przeciętnej kaloryczności węgla brunatnego z terenów środkowopolskich i ok. 5-6 razy mniej niż w wypadku przeciętnego węgla kamiennego. Cóż... Słabo, szału nie ma, wręcz lipa (a nawet cypryśnik), ale pamiętajmy, że to w zasadzie nie klasyczny węgiel brunatny. Tylko wstępnie i słabo uwęglone drewno. Jednak bez względu na kiepską jakość opałową, w XIX wieku podjęto eksploatację złóż metodą głębinową i odkrywkową w Niskowej i w latach międzywojennych XX wieku metodą odkrywkową w Podegrodziu. Wiadomo, że miąższość osadów mioceńskich w kotlinie sięga pół kilometra, a wkładki węgla znajdują się na wielu poziomach, co sumarycznie powinno przekładać się na nie tak lichą ilość węgla, jednak rozdrobnienie i jakość złoża nie daje nadziei (i bardzo dobrze) na sensowną eksploatację. Tym bardziej, że mając na rynku karbońskie, czarne złoto ze Ślůnska to można już zupełnie zapomnieć o jakimkolwiek fedrowaniu...

Komentarze

  1. Literatura podaje że w warstwach biegonickich w których znajdują się te węgle znajdowano pojedyncze muszle ślimaków słodkowodnych. Miejscami w warstwach piaszczystych ponad warstwami lignitu napotykano spore nagromadzenia muszli małży brakicznych i małżoraczków (w warstwach piaszczystych i mułkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. W lecie znalazłem wąwóz, wycięty w tych piachach z dość dobrym odsłonięciem. W połowie ściany, znalazła się taka niespodzianka jak ławica czegoś, co za pierwszym liźnięciem mogę określić jako piaskowiec wapnisty. Poniżej tego jest pełno konkrecji węglanowych z fauną (dalej w piachach). Fauna to niestety głównie sieczka z muszli, ale znalazła się też zupełnie nienaruszona ostryga. Też o tym klecę artykuł, ale jakoś dopiąć wszystkiego nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz i publikuj!, chętnie poczytam a takim znalezisku, o innych zresztą też. Tym bardziej że piszesz ciekawie. Ja bym się pokusił o przeszukanie jakiegoś rozcięcia erozyjnego z odsłonięciem mułków by znaleźć jeszcze odciski liści. U siebie mam taką miejscówkę gdzie są piękne, duże, kompletne odciski liści w osadach mioceńskich, co prawda związane z serią poznańską, no ale miocen to miocen. Wycinam je delikatnie z warstw mułkowych i suszę pod przykryciem gazet a następnie pokrywam warstwą lakieru, bo z całości została by tylko garść kurzu.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SĄDECKIE FRUTTI DI MARE

SZABLE W DŁOŃ!

ŚWIĄTEK, PIĄTEK I WAPIENIE