wtorek, 20 października 2015

WĘGLANOWY ERSATZ I GEOLOGICZNA MIMEZJA



         Przedsłowie...

Od wiek wieków tanie i dobre jest dobre, bo jest dobre i tanie. Tyczy się to wszystkiego w żywocie homo sapiens poczciwego, począwszy od kupowania ziemniaków na tagu, poprzez wizytę w burdelu i na kamieniarce kończąc. Ileż to trudu przynosił dobór odpowiednich materiałów? W szczególności gdy renesans kwitnął, a z cieńkoławicowego piaskowca to se co najwyżej chłop mógł kapliczkę postawić i winkle stodoły obmurować... Tymczasem w rozmowach konfabulowanych gdzieś na południu XVI-wiecznej Rrzeczpospolitej:

Jan Maria Padovano:       Panie Krzyśku! Jeśli chodzi o pomnik nagrobny, to pasowało by ustalić konkret...
Jan Krzysztof Tarnowski: Janek! Janek! Oj... Janek! Janek! Myj uszy, bo mówiłem już setki razy! Trza by                                        tu z frontu pierdyknąć alabesterek, tam z boku  to już sobie sam umyślisz, no i                                        oczywiście marmury z Carrary.
Jan Maria Padovano:        Panie Krzyśku! Ale marmury z...
Jan Krzysztof Tarnowski:  Żadnych "Ale"
Jan Maria Padovano:        Ale ich cena...
Jan Krzysztof Tarnowski:  Co?! Cena? No to nie czaruj mi to jakimiś "alami" tylko wal liczbę.
Jan Maria Padovano:        Jeden blok marmuru z Carrary kosztuje wpizdylion talarów. Doliczając podatki...
Jan Krzysztof Tarnowski:  To dużo...Nie dało by się utargować jakiś rabacik? No wiesz, załatwię
                                       twemu szwagrowi dobrą klacz. Mały przebieg, dziadek do kościoła stępem
                                       jeździł tylko w niedzielę.
Jan Maria Padovano:        Tere fere! Panie Krzyśku. Ten biznes nie lubi rabacików, ale jest alternatywa.
Jan Krzysztof Tarnowski:  Ku chwale Najświętszej Panienki! Nawijaj! Jaka alternatywa?
Jan Maria Padovano:        Marmur Lubowelski! W ciul tańszy, będziesz o dwie dziesięciny z klucza wsi do                                        przodu.
Jan Krzysztof Tarnowski:  Zamów ile dusza zapragnie. Masz tu kopę czerwonych złotych na zaliczkę i
                                       zapierniczaj jak Tatarzyn po stepie... No i byłbym zapomniał: Ty też tere fere.

         Śródsłowie...

Rzeczony Marmur Lubowelski, to w zasadzie szwindel jakich mało. Rzeźbiarze z XVI w. może i posiadali niezłą wiedzę z materiałoznawstwa odnośnie gatunków kamieni, ale raczej metamorfizm wapieni w strefie kata był im obcy. Tym bardziej, że liczył się efekt końcowy obróbki, a nie naukowe dywagacje nad diagenezą skały. Marmur Lubowelski marmurem nie był i nie jest (choć geologia uczy, że może jeszcze będzie). To najzwyklejszy wapień gruzłowaty z Pienińskiego Pasa Skałkowego. No może nie taki do końca najzwyklejszy: ceglany kolor od związków żelaza i pocięcie struktury jasnymi żyłami kalcytu odróżnia go nieco od reszty "współbraci" w górotworze. Nie wspomnę o tym, że skała ta daje niezły polor i po obróbce szlifierskiej doskonale imituje rzeczony marmur. To taki "tyz marmur ino inksy".

       Cóż, wypadało by zobaczyć miejsce wyrywania tej znakomitej (i ratującej ekonomię klas wyższych w XVI wiecznej RP) skały z ziemi. Standardowo wybieram najlepszy środek transportu poza skiturami: rower. Szkopuł w tym, że ostatnio wolne mam tylko po dyżurach nocnych, a przedwyjazdowa noc w limanowskiej transfuzjologi nie należała do najspokojniejszych. Wychodzę po dyżurze umęczony jak husarz po bitwie pod Kłuszynem i przemieszczam się tak jakbym "w zbyt ciasnych butach chodził", a halny do paryji spychał. Otrzeźwi mnie dopiero październikowe powietrze gdy będę kręcił korbą w Dolinie Popradu.

Trzeba mielić korbą, bo dzień zapowiada się słoneczny...

       Główny punkt programu - "Marmon", łom Marmuru Lubowelskiego wgryza się w południowo-wschodnie stoki Niemieckiego Wierchu, w centralnej części Gór Lubowelskich. Osobiście uważam (z resztą w zgodzie z np. Kondrackim), że Góry Lubowelskie to w zasadzie Beskid Sądecki. Nie ma tu żadnych wyraźnych granic geomorfologicznych i geologicznych. Jedyną wyraźną granicą jest granica... Państwowa. Ale pal licho! Różni geografowie, różne powody do kłótni. Chrzanić to! Zajmijmy się geologią.

Pogląd ogólny na niezarośnięty fragment łomu "Marmon".

Struktura Marmuru Lubowelskiego. Ciemna czerwień nadana
przez związki żelaza, kontrastuje z jasnymi żyłami kalcytu. Stąd przylgnęło
określenie "marmur" dla skały nim nie będącej.


Pozostałość po eksploatacji. Ławice cechujące się dobrą blocznością
były numerowane rosnąco ku górze.
A liczba tej ławicy...


       Cały szał wokół bardziej kunsztownych kamieni rzeźbiarskich wziął się z...? A jakże z antyku! Cesarska wyłączność na wyroby z czerwonego afrykańskiego porfiru, sprawiła że polskie możnowładztwo nie mogło być gorsze w poziomie prestiżu. Tylko skąd do diabła wziąć czerwony, afrykański porfir w środku średniowiecznej Europy? Skoro od IV w n.e już w zasadzie zaniechano jego eksploatacji, a haszysz już dawno wywiał z pamięci beduinów miejsca jego wydobycia.  W sukurs przyszli Madziarzy i Rakuszanie ze swoimi czerwonymi wapieniami, przesyconymi kalcytowymi żyłami na pokrój marmurów. Kamień Królewski wydobywany z węgierskich gór Gerecse i Budai oraz czerwone "marmury" z Adnet w Alpach Salzburskich posłużyły za materiał przy rzeźbieniu wielu nagrobków królewskich. Nawet Wiciu Stwosz nie pogardził jakością "marmuru" Adneter Rot, przy wykuwaniu pięknej tumby Kazimierza Jagiellończyka w końcu XV wieku.

       Mimo, że Alpy Wschodnie i Średniogórze Zadunajskie, nie są tak daleko jak zadupia północnej Afryki, to transport skalnych bloków na odległość ok. pół tysiąca kilometrów, a czasami nawet dalej, był w końcu średniowiecza i w okresie renesansu sporym wyzwaniem logistycznym, i to kosztownym wyzwaniem logistycznym... 8 bloków Adneter Rot, które zamówił Padovano na nieistniejący już pomnik nagrobny Barbary Radziwiłłówny w kościele zamkowym św.Anny i św.Barbary w Wilnie miały naprawdę niezłą drogę do przebycia. Wapienne bloki przewędrowały ponad 1500 km do miejsca obróbki... Konia z rzędem temu, kto by się podjął transportować ten towar za pomocą konia z rzędem... Na szczęście od czegoś były rzeki.

Odspojone i nieco zwietrzałe bloki które nie doczekały się dalszej obróbki.

Pozostałość po eksploatacji: otwór strzałowy.

       Dlatego przy wciąż rosnącym zapotrzebowaniu na dzieła zacne, możnowładztwo nakazało swym pachołkom by ruszyli dupska i wymyślili coś co sprawi że nie zbankrutują wydając kasę na kamienie i to w dodatku nieszlachetne. W ten sposób w XVI wieku na rynku, pojawiają się w aureoli promiennej radości, niczym zabłąkana półlitrówka o poranku po imprezie, dwie cudowne skały: karbońska Różanka Zelejowska i jurajski Marmur Lubowelski. W ręce twórców wpadł ersatz ersatzu. Doskonały zamiennik Kamienia Królewskiego, który uprzednio był doskonałym zamiennikiem Cesarskiego Porfiru Afrykańskego. Zaczyna się artystyczny zapiernicz, warsztaty nie wyrabiają z odkuwaniem epitafiów... Za domniemywanego odkrywce Marmurów Lubowelskich przypisuje się starostę spiskiego Piotra Kmitę Młodszego, raczej nie osobistego odkrywcę, bo Piotrek raczej bujał się w kontuszu po komnatach zamków w Starej Lubowni i w Nowym Wiśniczu. Samą eksploatację rozpoczęto gdzieś pomiędzy latami 1524-1542. Bliskość traktu wiodącego przez dolinę Popradu i Dunajca i łatwość spedycji Marmuru Lubowelskiego sprawiał, że rzeźbiarze mieli materiał niemal pod ręką, a hajs w skarbcu starostwa spiskiego u Piotra Kmity Młodszego się zgadzał...
   
Jeśli człek potrenował sprint na ambonę...
...To zdążył za pozować do fotografii na pożegnanie.
Dalej stopy powiodą już tylko przez Cyklostopy.
  
         Posłowie...

Jako, że wspomniałem już o dziełach zacnych to wypada przejść do przykładów. Z quasi-marmurowych ersatzów odkuwano przeważnie epitafia, figury nagrobne, kartusze, rzadziej portale. Do dzieł godnych wymienienia, wykonanych z Marmuru Lubowelskiego należy zaliczyć: Potężny, z resztą największy  renesansowy nagrobek w Polsce, będący miejscem spoczynku senatorskiej rodziny Tarnowskich w tarnowskiej katedrze (XVI w.), pełnoplastyczny pomnik nagrobny Piotra Kmity Młodszego w katedrze wawelskiej (XVI w.), pomnik nagrobny György Serédiego w kościele św.Idziego w Bardejowie (XVI w.), pomnik Jana Dobka Łowczowskiego w kościele Przemienienia Pańskiego w Nowym Sączu (XVII w.), czy kunsztowny portal mauzoleum Lubomirskich w kościele dominikanów w Krakowie (XVII w.), a także wiele portali na zamku w Nowym Wiśniczu (XVII w.).

Jedno z dzieł Padovano: ułożony w sansovinowskiej pozie
Jan Krszysztof Tarnowski. Wykuty z bloku Marmuru Lubowelskiego.
Cokół nagrobka Tarnowskich w katedrze w Tarnowie.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz