wtorek, 6 marca 2018

SĄDECKIE FRUTTI DI MARE


         Przedsłowie...

Kotlina Sądecka - płaska jak stół "dziura w górach" zasiana od końca do końca domkami, polami i ugorami porośniętymi chwastem, czy tam inną dzięcieliną pałą. Stąd do morza jest 530 km przy najkrótszym przyłożeniu linijki do mapy w kierunku Bałtyku. No ale gdyby tak zamknąć oczy i w wyobraźni przenieść Sądecczyznę o circa 10 mln lat wstecz? Przed oczami ukazał by się porośnięty sosnami i cyprysami brzeg zatoki morskiej, ze złotymi piaskami plaży, powiedzmy, że w podsądeckiej Niskowej, gdzie pośród parawanów tworzących solidny labirynt, który dostał by atest samego Dedala, snują się dymki z grilli, przy których taki np. powiedzmy wujek Zbychu z kieliszkiem śliwowicy w ręku, grilluje świeżo wyłowione ostrygi, czy tam jakieś inne sądeckie frutti di mare...

             Śródsłowie...

    Owo "frutti di mare" można dziś wygrzebać z ziemi. Co prawda trzeba za nimi nieco pobuszować, bo odkrywka warstw miocenu w Niskowej znajduje się w dość trudno dostępnym miejscu. Wąwóz potoku Pruska - prawego dopływu Niskówki, jest mocno zarośnięty niczym broda porządnego hipstera. Nie ma tu w zasadzie żadnej ścieżki, poza tymi które w lesie wydeptują sarny, a te i nie wyglądają na zbytnio uczęszczane. Dodatkowym problemem są też posesje prywatne, stąd też najlepszy dostęp do miejsca jest od zachodu z rejonu drogi ... Najlepsza odkrywka znajduje się w górnej części wąwozu, tuż przed przyjęciem lewostronnego, największego dopływu Pruski.

    Odsłonięcie morskich osadów miocenu znajduje się na zboczach Strzygańca w wąwozie potoku Pruska. Miejsce to jest widoczne na zdjęciu na zalesionym terenie, za długą wstęgą dymu snującą się po polach Niskowej, na linii poniżej szczytu Gorca, który dominuje w tym kadrze.

    Śródleśne jeziorko na terenie źródliskowym Pruski, to efekt ruchów masowych dość plastycznych utworów miocenu Kotliny Sądeckiej.




         Piaski tworzą kompleks o miąższości ok. 40 metrów, przy czym całkowita miąższość osadów morskich to ok. 200 metrów. W piaskach można wydzielić dwa poziomy: górny i dolny. Piaski dolne są gruboziarniste i przepełnione licznymi konkrecjami węglanowymi z fauną kopalną, nad nimi znajduje się ławica piaskowca wapnistego o grubości ok 30 cm, będąca granicą między piaskami górnymi a dolnymi. Ławica jest dobrze czytelna w ścianie wąwozu i świetnie wskazuje bieg oraz upad warstw. Piaski górne w odróżnieniu od dolnych są drobnoziarniste i miałkie, nie występują w nich konkrecje, ale również zawierają faunę kopalną i ku górze znów zwiększa się w nich udział frakcji ilastej. Tak to mniej więcej wygląda na schemacie:


    W drugiej połowie miocenu, część mozolnie dźwigających się Karpat, ponownie wylądowała pod falami wdzierającego się z północy morza Paratetydy, które było północną odnogą zamykającego się oceanu Tetydy. Po tamtych czasach nie zostało co prawda zbyt wiele w stosunku do obszaru jaki został zalany, ale to co zostało z pewnością wyróżnia się na tle innych osadów z Zewnętrznych Karpat Zachodnich. Szczególnie jeśli chodzi różne rzeczy zagrzebane w osadach, które obejrzymy w dzisiejszym wpisie. Zjawisko wkroczenia morza, na teren piętrzących się gór było spowodowane sumą kilku niezależnych czynników:
    • Niższe niż dziś wyniesienie rejonu karpackiego nad poziom morza. Pomimo iż dziś mamy tu dość spore góry, to na początku miocenu teren ten był w dużej mierze przykryty morzem. Dopiero powolna kolizja pchanych przez Afrykę mikrokontynentów: Adrii, Apulii, Tiszy, Dacji i ALCAPA (Alpy-Karpaty-Panonia) z resztą Europy, spowodowała wynoszenie się terenu ponad poziom morza, które jeszcze długo otaczało wypiętrzający się łańcuch górski. W drugiej połowie miocenu, Karpaty w dalszym ciągu nie były tak wydźwignięte jak dziś, co ułatwiło transgresję Paratetydy. 
    • Nieustannie trwająca erozja świeżo powstających gór. Erozja nigdy nie czeka, aż góry sobie spokojnie wyrosną, tylko nieustannie niszczy krajobraz, odkąd tylko ląd wystawi czubek nad powierzchnię morza. 
    • Tektoniczne zapadanie się niektórych części Karpat. To zjawisko wynikało ze specyficznego działania sił na poszczególne fragmenty górotworu. Serie skalne często przemieszczały się rotacyjnie. Przypominało to nieco obrót okna dachowego z zawiasem pośrodku futryny, czy huśtawki na placu zabaw pośrodku postkomunistycznego blokowiska. Gdy siła działała na pakiety skalne od południa ku górze, to po północnej stronie tych pakietów dochodziło do obniżania terenu. 
    • Wyższy niż dziś poziom oceanów na Ziemi. Lodowe czapy polarne zaczęły się tworzyć dopiero na przełomie oligocenu i miocenu, a w okresie transgresji morskich na teren Karpat daleko im było do zasięgu jaki dziś prezentują.

        Gdy suma wspomnianych czynników zyskuje przewagę nad ruchami wynoszącymi dany areał, wtedy dostajemy prosty przepis na transgresję morską. W rejonie doliny Dunajca nastąpiły dwie transgresje zamieniające Kotlinę Sądecką w głęboko wciętą zatoką morską - tak zwany rias.  Taki typ wybrzeża obecnie możemy podziwiać np. w zachodniej Irlandii czy w hiszpańskiej Galicji, gdzie właściwie zdefiniowano coś takiego jak typ wybrzeża riasowego. Zanim morze wdarło się na teren Kotliny Sądeckiej, teren tego zagłębienia śródgórskiego wypełniało jezioro słodkowodne. Po tym okresie zostały akumulowane spore pokłady iłów, mułków, i piasków przewarstwionych warstwami węgla brunatnego. Miąższość osadów jest całkiem spora, bo odwierty w centrum kotliny osiągały podłoże fliszowe dopiero na 500-540 metrach pod poziomem gruntu. O węglu brunatnym z słodkowodnych osadów miocenu Kotliny Sądeckiej pisałem już wcześniej, toteż po więcej informacji odsyłam tutaj.

         Późniejsze wdarcie się morza nie było bynajmniej zdarzeniem katastrofalnym, niczym tsunami w hollywoodzkim stylu, tylko powolnym zyskiwaniem przewagi przez słone wody wkraczające z północy. W związku z tym w osadach zaznacza się stopniowe przejście fauny z środowiska słodkowodnego w środowisko brakiczne (czyli słonawe), aż po faunę środowiska słonowodnego. Piaski morskie leżą tu niezgodnie na starszych iłach i mułkach, które zapadają się stromo w kierunku kotliny. Należą do najmłodszych utworów miocenu sądeckiego wydatowanych na dolny torton (ok. 10 mln lat temu). Osady morskie są niesfałdowane i zalegają na starszych warstwach pod niewielkim upadem ok. 15° w kierunku wschodnim, co jest wynikiem dalszych ruchów wznoszących pomiędzy końcem miocenu, a dniem dzisiejszym.   choć starsze, słodkowodne warstwy ilaste na skraju kotliny mają bardzo duże nachylenie ku jej centrum - ok. 40°-50°. Po wycofaniu się morza wypiętrzanie trwało nadal, co jest dobrze uwidocznione w ułożeniu osadów, gdyż piaski leżą lekko nachylone ku północy. Przez cały pliocen i plejstocen erozja zniszczyła prawie wszystkie osady z tego okresu, pozostawiając tylko niewielkie fragmenty utworów morskich w rejonie Niskowej na zachodnim skraju kotliny.

    Wąwóz potoku Pruska. Woda ledwo pluska, a na ścianach widać odsłonięcia mioceńskich piasków.
    Wśród piasków można dostrzec ławicę piaskowca tworzącą okap dzielący piaski na dwie serie. Ławica czytelnie wyznacza bieg i upad warstw.
    Największa odkrywka w wąwozie, widać tu najwyraźniej podział piasków na dwie części. Dolna część z wystającymi konkrecjami i ławicą piaskowca gwarantuje dobre miejsca wzrostu roślinom pionierskim.

         Podczas epizodów morskich wody zatoki tętniły życiem, a fauna fosylna przypominała, tą dzisiejszą z obszarów tropikalnych z rejonu np. Zatoki Bengalskiej. Piaski są przepełnione bardzo licznymi, ale niestety najczęściej pokruszonymi muszlami ślimaków morskich, małży, ramienionogów czy nawet skorupkami chitonów. Rzadziej można spotkać mszywioły, płytki rozgwiazd, łódkonogi czy szczypce krabów. Zły stan wielu okazów wiąże się z infiltrowaniem osadu przez kwaśne wody powierzchniowe, zawierające kwasy humusowe, które powodują korozję węglanowych muszli. Toteż najlepiej zachowały się okazy "zabetonowane" w konkrecjach. Przyjrzyjmy się więc temu co najczęściej wystaje z piachu, a wystaje dość sporo.

    Dominują muszle ślimaków morskich. Niestety działanie kwasów humusowych z gleby powoduje ich korozje, toteż okazy są często bardzo delikatne i nie nadają się by je wydobywać z osadu.

    Przekrój przez mocno zdeformowaną i skorodowaną muszlę małża.
    Lecz czasem muszle są w całkiem dobrym stanie. Przeważnie są to okazy związane z konkrecjami piaskach zalegających niżej.
    Konkrecja węglanowa z pokruszonymi muszlami ślimaków i zdeformowaną muszlą ostrygi - najprawdopodobniej z gatunku Ostrea digitalina.






    Z drugiej strony tej samej konkrecji uwidacznia się kolejna muszla małża i najciekawsza rzecz - podłużna muszla łódkonoga.


         Wąwóz w dolnej części w zasadzie przestaje być wąwozem i tylko jego południowa strona pozostaje wysoka i stroma, a północny stok staje się łagodny i zajęty przez pola uprawne lokalnych gospodarstw. Przy ostatnim skrawku lasu na końcu wąwozu, znajduje się też pamiątka historyczna. Mianowicie, poniemiecki schron bierny typu R668 z 1944 roku. Obiekt nie został w pełni ukończony, a na ścianach widać jeszcze odciski desek szalunkowych. Niestety, ale obiekt ten, tak jak wiele mu podobnych służy tubylcom jako betonowy kosz na śmiecie wszelakie.

    Bunkrów nie ma, ale i tak... A nie, przepraszam bunkry są.




       
             Posłowie...

    Kotlina Sądecka jest jednym z kilku miejsc w Beskidach gdzie budowa geologiczna odbiega od monotonnego (i trzeba przyznać, że nudnego) schematu fliszowego przekładańca. Osady płytkiego morza, z pozoru wycięte z kontekstu, bo leżące w środku gór są także świadkiem tego, że proces powstawania Karpat zawiera także "dramatyczne zwroty akcji" prowadzące wręcz do zatarcia górskiego charakteru terenu. Bogata fauna z piasków jest także dobrym wskaźnikiem paleoklimatycznym, pokazującym jak zmieniał się klimat naszych szerokościach geograficznych.   

    Charakterystyczna kapliczka na granicy Chochorowic i Niskowej, leży na skraju ostatnich płatów osadów morskich.

         Mioceńskie transgresje morskie zostawiły po sobie ślad także w innych zakątkach Karpat, szczególnie w rejonach które do dziś w nomenklaturze geologicznej określa się mianem zatok, (mimo oczywistego braku wody, ich niecki dobrze rysują się w morfologii terenu), a chodzi nam w szczególności o Zatokę Rzeszowską i Zatokę Gdowską. Natomiast na wschodzie podobne utwory do utworów z Niskowej, odsłaniają się na skraju doliny Sanu koło Przedmieścia Dubieckiego. Rias który zalał Kotlinę Sądecką, w swoim najdalszym zasięgu objął także Podhale, czego dowodem są morskie iły ze Starego Bystrego, gdzie na stokach Domańskiego Wierchu odsłania się niewielki fragment morskich iłów. Odnogi riasu "sądeckiego" zostawiły też osady ilaste na terenie Iwkowej i Brzozowej, a także u wylotu doliny Dunajca w Zgłobicach. Transgresja nie trwała jednak wiecznie i Paratetyda po wycofaniu się z terenu obniżeń śródgórskich, zaczęła generalny odwrót z całego Zapadliska Przedkarpackiego. Z czasem regresja postępowała coraz dalej i z końcem pliocenu Paratetyda uległa prawie całkowitemu zanikowi. Pozostałością po tym interesującym, mioceńskim morzu są obecne zbiorniki Morza Kaspijskiego i Morza Czarnego, Irańskie jeziora Namak i Urmia, a także kilka wysychających na wiór kałuż, które zostały po Jeziorze Aralskim.    

      czwartek, 11 stycznia 2018

      PODZIEMNA NUTA Z PONIDZIA


               Prdzedsłowie...


      "...Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe,
      Prężysz się jak do słońca kot,
           Rozciągnięte po tych polach,
           Lichych lasach w pstrych łozinach,
          Skałkach w słońcu rozognionym..."

      Wojciech Belon - "Nuta z Ponidzia"    

      Na Ponidziu pomiędzy skałkami rozognionymi w słońcu, można znaleźć archetypiczny motyw krasu, czyli przytulne zakamarki w trzewiach tej planety, którymi bez wątpienia są jaskinie. Jednak podróżując po krainie z dzieciństwa lidera zespołu Wolnej Grupy Bukowina, trafimy na krasowe pustki nieco odmienne niż te które kojarzymy choćby z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wszystko to za sprawą właściwości fizykochemicznych gipsów budujących sporą część Ponidzia, co niebagatelnie wpływa na morfologię i tempo powstawania krasu. Zatem zerknijmy dziś na kanoniczny przykład jaskini gipsowej.  

      Polami, polami, po miedzach, po miedzach...




               Śródsłowie...


           Naszym wzorcem gipsowych jaskiń będzie Jaskinia Skorocicka położona na skraju Niecki Soleckiej, która opada tu progiem do Doliny Nidy. Swoją drogą, jest to niezłą "matrioszka" geomorfologiczna, gdyż cały region w rozleglejszym pojęciu to tzw. Niecka Nidziańska, której częścią jest Niecka Solecka, która z kolei opada progiem do jeszcze większego obniżenia Doliny Nidy. Samą Nieckę Solecką nie należy też utożsamiać z zupełnie płaskim dnem jakiegoś zagłębienia. Na terenie depresji znajduje się kilka mniejszych antyklin, przez co powierzchnia jest usiana pagórkami no i "produktami" krasowienia ewaporatów takimi jak ostańce gipsowe, uwały, leje, wąwozy i jaskinie. Wpływ na tworzenie się jaskiń miały specyficzne uwarunkowania litologiczne. Mianowicie: największe koncentracje jaskiń znajdują się w warstwach o największej odporności mechanicznej i w strefie położonej blisko warstw nieprzepuszczalnych. Tak się dobrze złożyło, że podłożem serii gipsowej mającej 30-40 metrów miąższości, są słabo przepuszczalne margle miocenu, bądź jeszcze bardziej nieprzepuszczalne opoki i margle kredy, a najbardziej miąższym kompleksem gipsowym są dość wytrzymałe gipsy szablaste i szklicowe położone na dole serii, bliżej warstw nieprzepuszczalnych i to w nich należy szukać większości jaskiń.




      Skoro mamy już produkty z przepisu na jaskinie, to najwyższa pora by opisać istotę krasu gipsowego. Zarówno kras węglanowy jak i gipsowy polega na rozpuszczaniu skał przez wodę, ale są tu pewne różnice dające interesujący efekt. W krasie węglanowym intensywność rozpuszczania zależy głównie od stężenia rozpuszczonego CO2. Dobrze tylko po co ten dwutlenek węgla? Otóż CO2 jest bezwodnikiem kwasu węglowego, po rozpuszczeniu w wodzie tworzy się słaby, ale jednak kwas.

      H2O + CO2 H2CO3

      Reakcja jest reakcją odwracalną i może łatwo w drugą stronę, przez co kwas węglowy jest dość nietrwały. Ulega również dysocjacji do... Protonu, bo w zasadzie tym jest jon wodorowy i jonu wodorowęglanowego. W tym momencie kwas zaczyna reagować z węglanem wapnia ze skał wśród których krążą wody krasowe.

      CaCO3 + 2 H+  + CO2−3 Ca2+ + 2 HCO3

      W ten sposób węglan wapnia przeszedł w jon wapniowy i wodorowęglanowy rozpuszczony w wodzie, która generalnie popiernicza dalej z biegiem wody i materii skale już nie zwróci. Przez co wapień powoli, ale jednak "topnieje" jak bałwanek na wiosnę. Tak jak wcześniej wspomniałem, kwas węglowy jest bardzo słabym kwasem i nie trudno znaleźć inny kwas który będzie go wypierał z jego soli. Takimi kwasami mogą być choćby kwasy humusowe i inne kwasy organiczne wymywane z gleby. Pewną rolę gra też temperatura. Wyższa temperatura powoduje mniejszą rozpuszczalność gazów, zatem mniejsze powstawanie kwasu węglowego z rozpuszczonego dwutlenku węgla, ale w gorętszym klimacie jest większa produkcja kwasów pochodzenia biologicznego. Skoro mamy już pogląd na kras węglanowy, to zerknijmy jak sytuacja wygląda w wypadku gipsu, a przedstawia ją zaledwie jedno równanie:

                                                                                   H2O        
        CaSO4·2 H2―–―– Ca2+ + SO2−4 + 2 H2O


      Tak! Właśnie tak. Do rozpuszczania gipsów wystarczy sama woda. Konsekwencją takiego układu jest bardzo szybkie tworzenie się krasu, na tyle szybkie, że zmiany mogą być widoczne w przeciągu trwania ludzkiego życia. W stosunku do krasu węglanowego, kras gipsowy to sprinter na miarę Bolta. Dla porównania można przedstawić kras węglanowy Tatr, gdzie jaskinie zaczęły się formować na przełomie miocenu i pliocenu, czyli circa 5,3 mln. lat temu. Natomiast jaskinie na Ponidziu, zaczęły się tworzyć po zlodowaceniu krakowskim, kiedy nastał interglacjał wielki. Podczas interglacjału panował klimat ciepły z dużą ilością opadów, przez co erozja rzeczna rozmyła nieprzepuszczalne dla wody mioceńskie iły, które w owym czasie przykrywały większość obszarów gipsowych, przez co procesy krasowe mogły nabrać tempa i pognały jak dzik w maliny... Między innymi na tej podstawie sądeczanin z pochodzenia - prof. Jan Flis ustalił, że początek tworzenia się jaskiń nie sięga dalej niż 430 tyś. lat wstecz. W porównaniu do tatrzańskich jaskiń to całkiem niedawno. Rzetelne porównanie musiało by uwzględnić różne warunki hydrogeologiczne, ale prosty stosunek daje mniej więcej 11 razy większe tempo tworzenia się jaskiń w przypadku gipsowego krasu Ponidzia, niż w przypadku jaskiń wymytych w węglanowych trzewiach Tatr. Jeśli chodzi o wpływ kwasów, to zachodzi tu sytuacja odwrotna niż w przypadku węglanów. Polanie skały kwasem solnym używanym przy identyfikacji węglanów nie wywoła żadnej reakcji. Gips jest solą kwasu siarkowego i trudno by w wodach krasowych znalazł się silniejszy kwas który by go wyparł. No chyba, że ktoś po cichu utylizuje w polu kwas fulorosulfonowy...

      Dodam, że CaCO3 też podlega swobodnemu rozpuszczaniu, ale jest ono znikome i jego rozpuszczalność to 0,014 g/l (w 20 °C) w porównaniu do rozpuszczalności CaSO4·2 H2O która wynosi 24 g/l (w 20 °C). Jednym słowem: w temperaturze pokojowej gips rozpuszcza się 1714,28 raza łatwiej niż węglan wapnia. Trzeba przyznać, że różnica jest kolosalna. Wspomniałem o temperaturze pokojowej i z tą temperaturą związany jest też jeden bajer... Krzywa rozpuszczalności gipsu wykazuje wyjątkową charakterystykę. Jego rozpuszczalność osiąga maksimum w temperaturze pokojowej po czym... Spada, początkowo powoli, a koło 120⁰C rozpuszczalność leci wykładniczo w dół, powodując precypitacje z roztworu. Większość ciał stałych tak się nie zachowuje, ale tak się składa, że entalpia swobodna tej przemiany fizycznej jest mniejsza od zera (ΔG.<0), przez co rozpuszczanie powoduje emisję ciepła. Dostarczanie ciepła z zewnątrz poskutkuje przesunięciem równowagi przemiany z prawej na lewą i gips zacznie się wytrącać. To by było na tyle jeśli chodzi o skrót fizykochemii, bo pora już zejść do podziemi...

      Panorama środkowej części Doliny Skorocickiej.


      Dolina Skorocicka w której znajduje się nasza jaskinia, składa się z dwóch części przegrodzonych grzbietem, w związku z tym górna, północna część jest doliną ślepą, a potok Skorocicki jak ninja przemyka się korytarzami jaskini pod tym grzbietem co czyni z niego naturalny most i zresztą za taki most służy bo owym grzbietem biegnie droga. Erozja działa tu na dwojaki sposób, ponieważ część doliny powstała poprzez powierzchniowe rozpuszczanie gipsów, a część poprzez zawalanie się stropów w korytarzach dawnych podziemnych przepływów potoku. Jaskinia Skorocicka jest po prostu następnym, aktywnie rozwijającym się etapem rozwoju takiego procesu krasowego i z biegiem czasu jej korytarze będą się stopniowo zawalać poszerzając dolinę, ale najprawdopodobniej tylko na wschód. Stanie się tak dlatego, że choć dolina ma przebieg subsekwentny, tzn. zgodny z biegiem warstw, to laminy gipsów zapadają się lekko ku wschodowi i w tym kierunku krople będą drążyć kamień zachowując oś doliny na linii północ południe.

      Jaskinia ma rozwinięcie poziome (tak jak zdecydowana większość jaskiń Ponidzia) i innego rozwiązania już nie będzie, gdyż najzwyczajniej w świecie "skończyły" się gipsy. Do stropu nieprzepuszczalnych lub czasami tylko nieco przepuszczalnych mioceńskich margli zostało raptem kilka metrów, zwierciadło wody już zbytnio się nie obniży, a nawet jeśli to nie da to w tym miejscu predyspozycji do utworzenia dużych studni czy pochylni. Przez całą długość doliny potok bawi się z nami w berka, to niknąc w ponorze, to wypływając z otworu jaskini. Jest dynamicznie...

      Początkowo potok płynie w niszach niczym przez krużganki klasztorne. Kiedyś była to zupełnie zasklepiona część jaskini. W ścianie zaznacza się równoległe warstwowanie gipsów szablastych.




      Pierwsza część korytarzy to tzw. Jaskinia Dzwonów. W wejściu tkwi charakterystyczny blok odspojony wzdłuż laminacji gipsu. Korytarze po 91 metrach uchodzą do leja krasowego, skąd przez kolejny otwór potok wpływa do głównego ciągu Jaskini Skorocickiej.



      Pierwsza część jaskini jest dobrze oświetlona światłem słonecznym. W tle północny otwór Jaskini Skorocickiej.


      Przy długim naświetlaniu można być albo rozmytym, albo sterczeć sztywno jak manekin. Wybrałem to drugie.
      Większość jaskiń gipsowych powstała na granicy zwierciadła wód gruntowych przez co korytarze mają raczej formę wadyczną, a tylko z rzadka freatyczną. Wspomnienie o tych dwóch terminach, to dobra okazja by wyjaśnić różnicę pomiędzy dwoma głównymi formami krasowych korytarzy jaskiniowych powstającymi w dwóch strefach:

      • strefa freatyczna - Strefa poniżej zwierciadła gruntowych. Korytarze wymyte w tej strefie tworzą się pod pewnym ciśnieniem hydrostatycznym. Powstają w ten sposób łanie "myte" korytarze w formie rur o przekroju okrągłym lub owalnym. W stropie występują często kotły/jamki wirowe powstałe przez wymywanie podczas turbulentnego przepływu wody.
      • strefa wadyczna - Strefa powyżej zwierciadła wód gruntowych. Woda wypełnia tylko dolną część korytarzy, pogłębiając je w tej dolnej części zgodnie z grawitacyjnym spływem wód. Tworzą się w ten sposób korytarze o przekroju "odwróconej kropli", "klepsydry" czy "dziurki od klucza". W tej strefie mogą formować się nacieki.     

      Przekroje przez korytarz powstały w: A - strefie freatycznej, B - strefie wadycznej.




      Korytarz pierwotnie o przekroju freatycznym z zachowanymi jamkami wirowymi w stropie, który z czasem uzyskał wcięcie charakterystyczne dla strefy wadycznej widoczne jako "v" kształtne wcięcie.




      Półki skalne wyznaczają okresy stabilizacji zwierciadła wód podziemnych.

      Cechą charakterystyczną jaskiń gipsowych, jest ich uboga szata naciekowa. Siarczan wapnia nie krystalizuje tak łatwo w temperaturze panującej w jaskini, a jeśli już do tego dochodzi, to nacieki są mikre, a większe okazy tworzą się poprzez wytrącanie się wraz z węglanem wapnia, który przedostał się do jaskini z wodą infiltrującą z wyższych warstw. Najczęstszymi naciekami jakie będziemy mogli zobaczyć będą polewy i naskorupienia przybierające często formę groniastą lub paciorkową. W spągu jaskini często zalegają czarne mułki, które powstały poprzez nanoszenie wypłukanego materiału z rędzin. Szacuje się, że mułki akumulują się dopiero od wczesnego średniowiecza, kiedy to wylesiono spore areały pod rolnictwo co przyśpieszyło erozję gleb.

      Paciorkowe nacieki gipsowe. Wygląda to nieco jak kolonia bakterii na szalce Petriego po nerwowym machaniu ezą, albo jak gryf gitary mikrotonowej.

      Potok Skorocicki w końcowym odcinku jaskini i naniesione przez niego czarne mułki.






      W najniższej części jaskini korytarze zostały wymyte w makrokrystalicznych gipsach szklicowych.

      Dolny otwór Jaskini Skorocickiej. Tu potok ostatecznie wypływa na światło dzienne.


















      I pod skalną niszą opuszcza wąwóz kierując się bezpośrednio do centrum Skorocic.
      Na koniec, po cioraniu można jeszcze zażyć odrobiny speleocyklingu (fot. Joanna Bajorek).
              
               Posłowie...

           Tym sposobem zakończyliśmy krótką opowieść o krasie i jego gipsowej odsłonie. Na terenie Polski zwarte warstwy mioceńskich gipsów występują jeszcze w kilku miejscach na Górnym Śląsku i w rejonie północnego skraju Karpat, jednak nie opisuje się na tych terenach zjawisk krasowych. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku permskich gipsów z Dolnego Śląska i Kujaw, przy czym tamtejsze gipsy zalegają nieco głębiej oraz znajdują się w strefie poza infiltracją wód (czyli są w takiej samej sytuacji jak gipsy z Ponidzia w górnym plejstocenie). Ponidzie, to nie tylko ciekawy kras, ale także sielski krajobraz, który potrafi natchnąć poetycko, choćby tak jak to się przydarzyło Wojciechowi Belonowi...


           Opisana dziś Jaskinia Skorocicka ze swoja długością wynoszącą 352 m. plasuje się na pierwszym miejscu pośród jaskiń gipsowych Polski. Drugą jest niewiele krótsza Jaskinia w Wiśnówkach (342 m.), a pozostałe spore jaskinie gipsowe to: Jaskinia w Marzęcinie (250 m.), Jaskinia Sawickiego (173 m.), Jaskinia w Aleksandrowie (163 m.), Jaskinia u Ujścia Doliny (122 m.), Jaskinia w Gackach (115 m.) i Jaskinia pod Świecami (106 m.), jednak większość pustek krasowych to raczej niewielkie obiekty. Jeśli mowa o długościach, to warto jeszcze przytoczyć historię która w 1966 r. przydarzyła się naszym wschodnim sąsiadom, kiedy to speleoklub lwowski odkrył Jaskinie Optymistyczną. Jej długość oszacowano na 3 km, ale speleolodzy pomylili się... Okazało się, że system ma na dzień dzisiejszy 236 km co plasuje go na pierwszym miejscu w Europie. Spora jest też sąsiednia Jaskinia Jeziorna licząca 127,7 km. Tak więc gips oferuje sporo, ale to sporo ciorania... Ponidzie posiada również kilka innych dobrych miejsc z ciekawostkami geologicznymi głównie z okresu miocenu. Więc z całą pewnością jeszcze będziemy wracać w ten rejon,  po materiał na kilka innych wpisów.

      wtorek, 26 grudnia 2017

      ŚWIĄTEK, PIĄTEK I WAPIENIE



               Przedsłowie...

           Flisz, flisz flisz...  gdzie okiem nie sięgnąć ten sam warstwowany, monotonny jak wenezuelskie seriale flisz. Tak zgrubnie można było by opisać geologię lwiej części Karpat i... I w gruncie rzeczy sporo w tym prawdy. Niemniej w całym przekładańcu znajdzie się czasem coś zgoła innego, taki puzzel, który z pozoru nijak nie pasuje do reszty. Jednym z takich "puzzli" nie do pary, są kenozoiczne wapienie z fliszu karpackiego i dziś przeniesiemy się do miejsca, które mogło by pasować prędzej do jakiejś dolinki z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, bądź wąwozu z Pienińskiego Pasa Skałkowego. Tymczasem miejsce to, leży pomiędzy lesistymi kopkami Beskidu Niskiego, w dolinie potoku Krokowego wcinającego się pomiędzy stoki Mareszki i Uherca.

      Beskid Niski usłany jest cerkiewnymi baniami. Takimi jak te na dachu cerkwi pw. św. Michała Archanioła, zbudowanej w 1757 r. w Świątkowej Wielkiej. Wszystko w samym środku okna tektonicznego.


               Śródsłowie...

           Wystąpienia wapieni znajdują się w utworach płaszczowiny dukielskiej, odsłaniającej się w obrębie okna tektonicznego Świątkowej. Okno tektoniczne jest niewielkie i obejmuje w przybliżeniu obszar samej wsi Świątkowa Wielka i fragment wspomnianej wcześniej doliny Krokowego. Warto przy okazji wspomnieć czym jest to okno tektoniczne. Otóż czasami w wyniku działania erozji, a także przy pomocy przemieszczeń tektonicznych, dochodzi do odsłonięcia na powierzchni skał z niżej leżących warstw. Przy czym nie chodzi tu o kilka niżej położonych ławic piaskowca, tylko o całe serie skalne takie jak płaszczowiny. W naszym przypadku płaszczowina dukielska odsłania się spod płaszczowiny magurskiej. Inne okna tektoniczne w Beskidach znajdziemy np. rejonie Mszany Dolnej i Szczawy gdzie spod płaszczowiny magurskiej odsłaniają się utwory płaszczowiny przedmagurskiej. Czy w Kotlinie Żywieckiej gdzie spod płaszczowiny śląskiej odsłania się płaszczowina podśląska. Nie należy też oczekiwać, że niżej zaległe warstwy będą starsze. W przypadku naszego okna tektonicznego odsłaniają się utwory środkowego oligocenu, a "ramka" okna, to flisz z przełomu kredy/paleogenu. Zatem warstwy te są o ok. 36 mln lat młodsze pomimo tego, że zalegają niżej. Utwory poszczególnych płaszczowin powstały w oddzielnych basenach sedymentacyjnych, a ich obecne położenie to efekt ruchów fałdowych i nasunięć.

      Okno tektoniczne Światkowej na tle okolicy.

      Co do samych wapieni dolomitycznych... Przymiotnik wziął się stąd, że część struktury matrix oprócz węglanu wapnia - CaCO3 (w większości kalcytu i ewentualnie aragonitu) -  stanowi właśnie dolomit, czyli dwuwęglan wapnia i magnezu - CaMg(CO3)2 przy czym nie ma on na tyle dużego udziału ilościowego by skałę tę nazwać po prostu dolomitem. Książkowo proporcje dla wapieni dolomitycznych przedstawiają się tak: 50-90% kalcytu, 10-50% dolomitu.
       
      Osady w dolinie Krokowego charakteryzują się chaotycznym ułożeniem warstw, bez najmniejszego ładu i składu. Wygląda to tak jakby Ewa Wachowicz przyrządziła keks, tylko składniki bez rozdrabniania mieszała w betoniarce na wolnych obrotach. Taki układ skał powstał za sprawą jednego i to dość gwałtownego zjawiska, jakim jest niewątpliwie osuwisko podmorskie, które pewnego, pięknego oligoceńskiego dnia zerwało sporą krawędź szelfu. W ten sposób dwa różne osady o odmiennej genezie zmieszały się tworząc jeden kompleks.

      Skarpa w dolinie potoku Krokowego, a w niej dobrze odsłonięte osady oligocenu. Na zdjęciu widać szare łupki ilaste i po prawej bielący się potrzaskany blok wapienia. Nad łupkami zalegają najmłodsze osady, czyli holoceńskie żwiry. 

      Tutaj widać jak chaotycznie ułożone są łupki ilaste, zaległe po podmorskich ruchach osuwiskowcyh.

      Wapienie odsłaniają się w kilku miejscach wzdłuż koryta potoku. Ich wielkość cechuje znaczna rozpiętość rozmiarowa klastów, która waha się od kilkudziesięciu centymetrów, po spore bloki o boku kilkudziesięciu metrów. Miąższość całego kompleksu nie jest dokładnie określona, ale luźne szacunki mówią, że jest to nie mniej niż 100 metrów. Schemat utworów oligocenu wraz z legendą zamieszczam poniżej:



      W kilku miejscach wapienie tworzą progi w potoku.


      Woda jednak dużo szumu nie robi na tych porohach...

      Wapienie dolomityczne odsłaniają się także na stokach, tworząc ściany niewielkiego wąwozu.
      W korycie jednego z północnych dopływów Krokowego również znajduje się odsłonięcie dość dużego bloku wapieni.

      No i stanowią sporą część rumoszu w korycie potoku.

      Wapienie odłamki, wędrują dalej wraz z wezbraniami wody. Ten na zdjęciu, znajduje się już w korycie Wisłoki i jest na dobrej drodze do stania się dobrze obtoczonym otoczakiem. 
      Dość ciekawą sprawą jest kwestia genezy i wieku wapieni. Tak jak wcześniej wspomniałem, cały kompleks jest osadem z redepozycji, przy czym uznawano kiedyś, że wapienne bloki tkwią w melanżu tektonicznym i są mezozoicznymi porwakami tektonicznymi - blokami odspojonymi od pierwotnego podłoża i przesuniętymi dalej wraz osadami fliszowymi. Tak też traktuje te osady mapa SMGP z 1997 roku, gdzie wapienie przypisane są do bliżej niesprecyzowanego wieku jura-kreda.

      Fragment mapy SMGP, arkusz nr. 1038 Osiek Jasielski. Wapienie dolomityczne mają tu jeszcze przypisany wiek mezozoiczny.
      Dopiero analizy petrograficzne na podstawie nanoplanktonu z 2001 roku ukazały, że wapienie mają wiek oligoceński i konkrecyjną genezę. Kluczem do ustalenia wieku była jedna grupa organizmów, mianowicie jednokomórkowe glony - bruzdnice (dinoflagellata), których celulozowe skorupki zwane dinocystami, dobrze zachowały się w precypitującym kalcycie i dolomicie tworzącym matrix wapieni. W okolicznych łupkach ilastych sytuacja nie wygląda tak kolorowo, bo mikroskamieniałości nie zachowały się tak dobrze. Na podstawie spektrum gatunków występujących w wapieniach dolomitycznych ustalono ich wiek na górny rupel (czyli mniej więcej środkowy oligocen - ok. 28 mln lat temu). Jeśli chodzi o redepozycję osadu, to szacuje się, że doszło do tego w górnym szacie ( czyli w oligocenie górnym - ok. 23 mln lat temu).

      Oznaczanie wieku na podstawie nanoplanktonu, polega na analizie spektrum gatunkowego w pobranych próbkach. Znając okresy w których żyły konkretne gatunki, można ustalić na zasadzie wykluczeń wiek skał. Najlepsze do tego są gatunki które żyły dość krótko na przestrzeni dziejów, dobrą sytuacją jest także występowanie w skale dwóch gatunków z czego wyginięcie jednego i pojawienie się drugiego zazębia się w czasie. Im więcej takich dowodów, tym precyzyjniej można określić wiek skały na podstawie nanoplanktonu.
      To by było na tyle. Okno pogodowe się kończy, toteż opuszczam okno tektoniczne Świątkowej...


           

               Posłowie...


           Wapienie dolomityczne ze Świątkowej są jednym z przykładów tego, że flisz karpacki mimo wszystko jest bardziej różnorodny i bardziej skomplikowany, niż by to wynikało z ogólnych opisów zamieszczanych na tablicach informacyjnych przy szlakach, częściach tekstowych map, czy nawet w przewodnikach po górach. Ten niewielki kompleks skał, pokazał też jak wygląda ewolucja opinii naukowej i jak z poznaniem nowych dowodów można lepiej dostosować teorię do faktów, albo inaczej - jak niedostateczny zbiór dowodów może wpłynąć na dokładność teorii. Wapienie ze Świątkowej nie są jedynym wystąpieniem kenozoicznych wapieni w Beskidach. No ale na ten temat nie będziemy się tu rozpisywać, bo będzie to materiał na inny odcinek dotyczący wapieni o odmiennej genezie i formie występowania w osadach fliszu.

      środa, 29 listopada 2017

      SZABLE W DŁOŃ!


               Przedsłowie...


      Dziś zajmiemy się kryształami, a konkretnie takimi co lubią zmiany, bo jeśli któryś z minerałów miałby zostać tytułowany "geologicznym proteuszem", to z całą pewnością do czołówki trafił by gips. Mnogość form w których gips potrafi wykrystalizować, przekłada się na urozmaiconą strukturę skał które tworzy. Bardzo ciekawe są formy makrokrystaliczne gipsu, np. takie które kształtem przybierają postać kling dzierżonych przez np. wojaków z ekipy Girejów. Mowa tu o pięknych kryształach gipsów szablastych, które potrafią osiągać całkiem spore rozmiary. Takich kryształów poszukamy sobie w Karpatach, a dokładnie na północnym krańcu Pogórza Dynowskiego u wylotu doliny Wisłoka.  


               Śródsłowie...

      Teren na którym będziemy działać to tzw. Zatoka Rzeszowska - rozległe obniżenie terenu, wcinające się w krawędź Pogórzy Karpackich. Całość zatoki była kiedyś... No cóż, nazwa zobowiązuje - była zatoką morską Paratetydy w okresie środkowego i górnego miocenu, kiedy to doszło (a dokładniej, to dochodziło kilkukrotnie) do transgresji morskiej na niektóre tereny Karpat, przez co na pogrzebanym głębiej fliszu z jednostki skolskiej, leży spora warstwa osadów z tamtego okresu. Wliczają się w to głównie iły, piaski i żwiry, ale także dość ciekawe utwory węglanowe w postaci budowli rafowych, znanych z Niechobrza, czy opisanego kiedyś przeze mnie Olimpowa. Na koniec, do całej wyliczanki dołożymy wzięte dziś pod lupę ewaporaty z facji siarczanowej, odsłonięte na powierzchni na terenie przysiółka Broniakówka w Siedliskach.

      W miejscu gdzie kończy się Pogórze Dynowskie, a zaczyna płaska, bądź tylko lekko falista Zatoka Rzeszowska zachowało się wiele ciekawych skał. W tym osady chemiczne miocenu.
      Paratetyda przez większość swojego istnienia, byłą generalnie ciepłym morzem, ale  płytkie wody zatoki u stóp piętrzących się Karpat, były akwenem w którym masy wody osiągały jeszcze wyższe temperatury i w wyniku odparowywania lokalnie zwiększała się koncentracja jonów. Podobna sytuacja zachodzi obecnie np. na terenie Morza Kaspijskiego w zatoce Garabogazköl, czy w Morzu Martwym. Koncentracja solanki postępowała do czasu, aż w owej brynie nie doszło do przekroczenia punktu nasycenia roztworu i wówczas zaczęły się wytrącać sole. W naszym przypadku solą tą był uwodniony siarczan wapnia, zwany pospolicie gipsem. 

      Związki o wiele łatwiej się wytrącają z roztworu, jeśli mają jakieś jądro krystalizacji. Takimi jądrami były, wytrącone uprzednio na starszym podłożu gipsy mikrokrystaliczne, do których stopniowo przyłączały się kolejne cząsteczki uwodnionego siarczanu wapnia. Krystalizacja, krystalizacją, ale w omawianym dziś przypadku niemałą rolę odgrywał tu także ruch wody. Niezbyt głęboka Zatoka Rzeszowska, na etapie powstawania gipsów szablastych charakteryzowała się kierunkową cyrkulacją mas wody. Kolejne cząsteczki uwodnionego siarczanu wapnia, niesione przez prąd przyłączały się tylko z jednej strony. W efekcie gipsy wytrącały się w formie specyficznych, wygiętych łukowato makrokryształów przypominających szable. Przyrost kryształu następował od nasady "głowni" w kierunku czubka "sztychu", który wskazywał kierunek paleoprądu morskiego. Cały proces przyrastania takich kryształów, można porównać do tworzenia się szreni na drzewach  po stronie podwietrznej.

      Część kryształów nie zdążyła przyrosnąć by osiągnąć większe rozmiary, przez co szable tkwią w masie mniejszych kryształów i mikrokryształów, tworzących tło skalne. Prawie wszystkie kryształy wykazują kierunkową zgodność, co pozwala stwierdzić, że paleoprądy Zatoki Rzeszowskiej wykazywały stały przepływ z zachodu na wschód. Co więcej, ukierunkowanie gipsów szablastych z innych stanowisk na terenie dawnej Paratetydy pozwala stwierdzić, że wody cyrkulowały wzdłuż wybrzeży przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Taki ruch jest efektem działania siły Coriolisa, co dziś można obserwować w innych zbiornikach na półkuli północnej.   

      Na samym dole odkrywki znajdziemy odsłonięcia gipsów szablastych.

      Kadr z orężem. Gipsowe szable i nadziak do skali. 



      Szable są wyraźnie zorientowane w jednym kierunku. Kryształy mają średnią długość ok. 20-30 cm.

      Szable niczym pseudokompasy, zgodnie wskazują linie zachód-wschód, czyli tak jak przepływała solanka.


      Ułamane kryształy, wystają z trzonu skały niczym zęby megalodona (który zresztą pływał w Paratetydzie) .




      Poszczególne kryształy różnią się przejrzystością. Te zanieczyszczone domieszkami ilastymi, lub o skrasowiałej powierzchni są bardziej matowe. Ewentualnie są po prostu ubrudzone błotem :)



      Idąc w górę odkrywki warstwy zaczynają się zmieniać. Pierwszą wyraźną zmianą jest zanik dużych kryształów. Gipsy szablaste ustępują miejsca najpierw drobnokrystalicznym gipsom układającym się w warstwy, czyli laminowanym gipsom ziarnistym, a później gipsom ilastym z niewyraźną laminacją. Zatem w przeszłości stało się coś, co zmieniło warunki sedymentacji chemicznej. Tak się składa, że trwające wówczas wypiętrzanie i nasuwanie się Karpat ku północy, powodowało pogłębianie się zapadliska przedkarpackiego, będącego misą Paratetydy (powstawały też zapadliska śródkarpackie). W głębszych wodach, gipsy na dnie nie były już pod wpływem prądów kierunkowych, przez co mikrokryształy wytrącone w toni opadały na dno równomiernie, tworząc kolejne warstwy gipsów, tym razem ziarnistych. Pewien udział miały też "dostawy" z niszczonych erozyjnie gipsów z płytszych warstw zatoki. Postępujące z czasem oziębienie klimatu i gorsze nagrzewanie się większych mas wody, zaowocowało kolejną zmianą jaką było zmniejszenie krystalizacji uwodnionego siarczanu wapnia, przy zwiększeniu w osadzie udziału frakcji ilastej i węglanowej. Czego efektem jest najwyżej położona frakcja gipsów ilastych. Cały schemat serii gipsowej z Siedlisk, położonej na styku dwóch wyżej wspomnianych serii przedstawiłem poniżej:

       
      Gipsy szablaste z Karpat, są kontynuacją warstw gipsów szablastych z północnych brzegów Paratetydy (liczne odsłonięcia znajdziemy min. na Ponidziu) i zajmują specyficzną pozycję pośród osadów chemicznych z facji siarczanowej, którą można podzielić na dolną z dominacją skał tworzonych przez makrokryształy gipsu (gipsy szablaste lokują się w najwyższej części tego kompleksu) i górną z przewagą gipsów o strukturze mikrokrystalicznej. Niestety, z uwagi na stan odsłonięcia, nie mogłem stwierdzić, czy przejścia pomiędzy rodzajami warstw są płynne, czy też ostro się od siebie oddzielają. Przybliżone położenie stanowiska wobec innych utworów (przekrój na linii N - S) nakreśliłem poniżej:

      1 - ewaporaty, 2 - miocen transgresywny (utwory piaszczysto-ilaste), 3 - flisz z brzeżnej łuski płaszczowiny skolskiej (kreda górna/paleocen), 4 - utwory czwartorzędu nierozdzielone (gliny, rumosze i lessy).


      Kolejnym istotnym faktem związanym ze stanowiskiem jest to, że obecny brzeg Karpat nie leży w tym samym miejscu co brzeg Kartpat w połowie miocenu podczas odkładania się gipsów. Kształt Zatoki Rzeszowskiej, był rzecz jasna zarysowany mniej więcej w tym samym miejscu, ale linia brzegowa i masy skał położone były ok. 50 km na południe od obecnej lokalizacji. Czyli mniej więcej na szerokości geograficznej na której leży Sanok i Nowy Sącz. To co możemy dziś obserwować to efekt ok. 15 mln lat podróży ogromnych pakietów skał na północ. Przy czym większość facji siarczanowej z południa, została na powierzchni zniszczona w związku z tą podróżą, gdyż ruchy nasuwcze, albo pogrzebały serię siarczanową pod fliszem, albo spowodowały jej sfałdowanie i w następstwie wyniesienie i erozję. Gipsy z Siedlisk położone nie przed, ale na poruszającym się czole Karpat "trafiły w totka" i udało się im przetrwać do dziś w bardzo okrojonej formie, bo pokłady gipsów były kiedyś powszechniejsze na tym terenie. 
      Środkowy fragment profilu z gipsami drobnoziarnistymi o wyraźnej laminacji.

      W najwyższej części skarpy znajdują się gipsy ze znacznym udziałem frakcji ilastej.



      Tak poza tym, to cała odkrywka powstała w sposób sztuczny i wiąże się z nią pewien wątek historyczny. Eksploatację gipsów w tym miejscu rozpoczęto w końcu XVII wieku po przejęciu dóbr tyczyńskich przez rodzinę Branickich (Branickich herbu Gryf, a nie Korczak znanych z konfederacji targowickiej). Na początku lat 30-stych XVIII wieku, Jan Klemens Branicki , hetman wielki koronny (choć wówczas jeszcze nie hetman), wydobywany tu gips, przeznaczył do nie byle jakich celów budowlanych. Ładunki gipsu były stąd transportowane drogą wodną wzdłuż Wisłoka, Sanu i Wisły na Mazowsze, skąd ostatecznie trafiały na Podlasie, gdzie zostały wykorzystane do stworzenia dekoracji stiukowych w "Wersalu Podlasia", czyli w barokowym pałacu Branickich w Białymstoku. Wyrobisko było wykorzystywane z przerwami do połowy lat 50-tych XX-go wieku. Zatem wydobycie w tym miejscu, to niemal 300 lat prac górniczych.  

      Niewykorzystany odwiert na otwór strzałowy z końca eksploatacji w II połowie XX-go wieku, w jednej z wychodni gipsów mikrokrystalicznych. 




      Pałac Branickich w Białymstoku. Większość sztukaterii powstała na bazie gipsów spod Rzeszowa (fot. Ania Borko).

           
              Posłowie...


      Opisane dziś miejsce, to najlepsze odsłonięcie gipsów na terenie naszych Karpat. Inne, niestety bardziej zapełźnięte odsłonięcie gipsów, znajdziemy ok 120 km na zachód na wzgórzu Uzbornia nad Bochnią. Przy czym, jest to odsłonięcie nieco innej formy gipsu, mianowicie gipsu włóknistego, powstałego w innych warunkach sedymentacji chemicznej. Odsłonięcie w Siedliskach ma w sobie coś z książki z zapisaną historią. To kuriozum, ale na zwykłej, zarośniętej chaszczami skarpie z wystającymi skałkami zapisało się mnóstwo szczegółów. Począwszy od zmian klimatu sprzed 10 milionów lat, poprzez skład chemiczny wody, po nawet takie szczegóły jak kierunek przepływu prądów morskich w zatoce której już dawno nie ma. Geologia to właśnie zbiór takich opowieści, trzeba tylko odpowiednio podejść do czytania, by na długo zająć sobie wyobraźnie. Tym bardziej, że lektury pod stopami mamy całkiem sporo, nawet biorąc pod uwagę tylko Karpaty.