środa, 29 listopada 2017

SZABLE W DŁOŃ!


         Przedsłowie...


Dziś zajmiemy się kryształami, a konkretnie takimi co lubią zmiany, bo jeśli któryś z minerałów miałby zostać tytułowany "geologicznym proteuszem", to z całą pewnością do czołówki trafił by gips. Mnogość form w których gips potrafi wykrystalizować, przekłada się na urozmaiconą strukturę skał które tworzy. Bardzo ciekawe są formy makrokrystaliczne gipsu, np. takie które kształtem przybierają postać kling dzierżonych przez np. wojaków z ekipy Girejów. Mowa tu o pięknych kryształach gipsów szablastych, które potrafią osiągać całkiem spore rozmiary. Takich kryształów poszukamy sobie w Karpatach, a dokładnie na północnym krańcu Pogórza Dynowskiego u wylotu doliny Wisłoka.  


         Śródsłowie...

Teren na którym będziemy działać to tzw. Zatoka Rzeszowska - rozległe obniżenie terenu, wcinające się w krawędź Pogórzy Karpackich. Całość zatoki była kiedyś... No cóż, nazwa zobowiązuje - była zatoką morską Paratetydy w okresie środkowego i górnego miocenu, kiedy to doszło (a dokładniej, to dochodziło kilkukrotnie) do transgresji morskiej na niektóre tereny Karpat, przez co na pogrzebanym głębiej fliszu z jednostki skolskiej, leży spora warstwa osadów z tamtego okresu. Wliczają się w to głównie iły, piaski i żwiry, ale także dość ciekawe utwory węglanowe w postaci budowli rafowych, znanych z Niechobrza, czy opisanego kiedyś przeze mnie Olimpowa. Na koniec, do całej wyliczanki dołożymy wzięte dziś pod lupę ewaporaty z facji siarczanowej, odsłonięte na powierzchni na terenie przysiółka Broniakówka w Siedliskach.

W miejscu gdzie kończy się Pogórze Dynowskie, a zaczyna płaska, bądź tylko lekko falista Zatoka Rzeszowska zachowało się wiele ciekawych skał. W tym osady chemiczne miocenu.
Paratetyda przez większość swojego istnienia, byłą generalnie ciepłym morzem, ale  płytkie wody zatoki u stóp piętrzących się Karpat, były akwenem w którym masy wody osiągały jeszcze wyższe temperatury i w wyniku odparowywania lokalnie zwiększała się koncentracja jonów. Podobna sytuacja zachodzi obecnie np. na terenie Morza Kaspijskiego w zatoce Garabogazköl, czy w Morzu Martwym. Koncentracja solanki postępowała do czasu, aż w owej brynie nie doszło do przekroczenia punktu nasycenia roztworu i wówczas zaczęły się wytrącać sole. W naszym przypadku solą tą był uwodniony siarczan wapnia, zwany pospolicie gipsem. 

Związki o wiele łatwiej się wytrącają z roztworu, jeśli mają jakieś jądro krystalizacji. Takimi jądrami były, wytrącone uprzednio na starszym podłożu gipsy mikrokrystaliczne, do których stopniowo przyłączały się kolejne cząsteczki uwodnionego siarczanu wapnia. Krystalizacja, krystalizacją, ale w omawianym dziś przypadku niemałą rolę odgrywał tu także ruch wody. Niezbyt głęboka Zatoka Rzeszowska, na etapie powstawania gipsów szablastych charakteryzowała się kierunkową cyrkulacją mas wody. Kolejne cząsteczki uwodnionego siarczanu wapnia, niesione przez prąd przyłączały się tylko z jednej strony. W efekcie gipsy wytrącały się w formie specyficznych, wygiętych łukowato makrokryształów przypominających szable. Przyrost kryształu następował od nasady "głowni" w kierunku czubka "sztychu", który wskazywał kierunek paleoprądu morskiego. Cały proces przyrastania takich kryształów, można porównać do tworzenia się szreni na drzewach  po stronie podwietrznej.

Część kryształów nie zdążyła przyrosnąć by osiągnąć większe rozmiary, przez co szable tkwią w masie mniejszych kryształów i mikrokryształów, tworzących tło skalne. Prawie wszystkie kryształy wykazują kierunkową zgodność, co pozwala stwierdzić, że paleoprądy Zatoki Rzeszowskiej wykazywały stały przepływ z zachodu na wschód. Co więcej, ukierunkowanie gipsów szablastych z innych stanowisk na terenie dawnej Paratetydy pozwala stwierdzić, że wody cyrkulowały wzdłuż wybrzeży przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Taki ruch jest efektem działania siły Coriolisa, co dziś można obserwować w innych zbiornikach na półkuli północnej.   

Na samym dole odkrywki znajdziemy odsłonięcia gipsów szablastych.

Kadr z orężem. Gipsowe szable i nadziak do skali. 



Szable są wyraźnie zorientowane w jednym kierunku. Kryształy mają średnią długość ok. 20-30 cm.

Szable niczym pseudokompasy, zgodnie wskazują linie zachód-wschód, czyli tak jak przepływała solanka.


Ułamane kryształy, wystają z trzonu skały niczym zęby megalodona (który zresztą pływał w Paratetydzie) .




Poszczególne kryształy różnią się przejrzystością. Te zanieczyszczone domieszkami ilastymi, lub o skrasowiałej powierzchni są bardziej matowe. Ewentualnie są po prostu ubrudzone błotem :)



Idąc w górę odkrywki warstwy zaczynają się zmieniać. Pierwszą wyraźną zmianą jest zanik dużych kryształów. Gipsy szablaste ustępują miejsca najpierw drobnokrystalicznym gipsom układającym się w warstwy, czyli laminowanym gipsom ziarnistym, a później gipsom ilastym z niewyraźną laminacją. Zatem w przeszłości stało się coś, co zmieniło warunki sedymentacji chemicznej. Tak się składa, że trwające wówczas wypiętrzanie i nasuwanie się Karpat ku północy, powodowało pogłębianie się zapadliska przedkarpackiego, będącego misą Paratetydy (powstawały też zapadliska śródkarpackie). W głębszych wodach, gipsy na dnie nie były już pod wpływem prądów kierunkowych, przez co mikrokryształy wytrącone w toni opadały na dno równomiernie, tworząc kolejne warstwy gipsów, tym razem ziarnistych. Pewien udział miały też "dostawy" z niszczonych erozyjnie gipsów z płytszych warstw zatoki. Postępujące z czasem oziębienie klimatu i gorsze nagrzewanie się większych mas wody, zaowocowało kolejną zmianą jaką było zmniejszenie krystalizacji uwodnionego siarczanu wapnia, przy zwiększeniu w osadzie udziału frakcji ilastej i węglanowej. Czego efektem jest najwyżej położona frakcja gipsów ilastych. Cały schemat serii gipsowej z Siedlisk, położonej na styku dwóch wyżej wspomnianych serii przedstawiłem poniżej:

 
Gipsy szablaste z Karpat, są kontynuacją warstw gipsów szablastych z północnych brzegów Paratetydy (liczne odsłonięcia znajdziemy min. na Ponidziu) i zajmują specyficzną pozycję pośród osadów chemicznych z facji siarczanowej, którą można podzielić na dolną z dominacją skał tworzonych przez makrokryształy gipsu (gipsy szablaste lokują się w najwyższej części tego kompleksu) i górną z przewagą gipsów o strukturze mikrokrystalicznej. Niestety, z uwagi na stan odsłonięcia, nie mogłem stwierdzić, czy przejścia pomiędzy rodzajami warstw są płynne, czy też ostro się od siebie oddzielają. Przybliżone położenie stanowiska wobec innych utworów (przekrój na linii N - S) nakreśliłem poniżej:

1 - ewaporaty, 2 - miocen transgresywny (utwory piaszczysto-ilaste), 3 - flisz z brzeżnej łuski płaszczowiny skolskiej (kreda górna/paleocen), 4 - utwory czwartorzędu nierozdzielone (gliny, rumosze i lessy).

Kolejnym istotnym faktem związanym ze stanowiskiem jest to, że obecny brzeg Karpat nie leży w tym samym miejscu co brzeg Kartpat w połowie miocenu podczas odkładania się gipsów. Kształt Zatoki Rzeszowskiej, był rzecz jasna zarysowany mniej więcej w tym samym miejscu, ale linia brzegowa i masy skał położone były ok. 50 km na południe od obecnej lokalizacji. Czyli mniej więcej na szerokości geograficznej na której leży Sanok i Nowy Sącz. To co możemy dziś obserwować to efekt ok. 15 mln lat podróży ogromnych pakietów skał na północ. Przy czym większość facji siarczanowej z południa, została na powierzchni zniszczona w związku z tą podróżą, gdyż ruchy nasuwcze, albo pogrzebały serię siarczanową pod fliszem, albo spowodowały jej sfałdowanie i w następstwie wyniesienie i erozję. Gipsy z Siedlisk położone nie przed, ale na poruszającym się czole Karpat "trafiły w totka" i udało się im przetrwać do dziś w bardzo okrojonej formie, bo pokłady gipsów były kiedyś powszechniejsze na tym terenie. 
Środkowy fragment profilu z gipsami drobnoziarnistymi o wyraźnej laminacji.

W najwyższej części skarpy znajdują się gipsy ze znacznym udziałem frakcji ilastej.



Tak poza tym, to cała odkrywka powstała w sposób sztuczny i wiąże się z nią pewien wątek historyczny. Eksploatację gipsów w tym miejscu rozpoczęto w końcu XVII wieku po przejęciu dóbr tyczyńskich przez rodzinę Branickich (Branickich herbu Gryf, a nie Korczak znanych z konfederacji targowickiej). Na początku lat 30-stych XVIII wieku, Jan Klemens Branicki , hetman wielki koronny (choć wówczas jeszcze nie hetman), wydobywany tu gips, przeznaczył do nie byle jakich celów budowlanych. Ładunki gipsu były stąd transportowane drogą wodną wzdłuż Wisłoka, Sanu i Wisły na Mazowsze, skąd ostatecznie trafiały na Podlasie, gdzie zostały wykorzystane do stworzenia dekoracji stiukowych w "Wersalu Podlasia", czyli w barokowym pałacu Branickich w Białymstoku. Wyrobisko było wykorzystywane z przerwami do połowy lat 50-tych XX-go wieku. Zatem wydobycie w tym miejscu, to niemal 300 lat prac górniczych.  

Niewykorzystany odwiert na otwór strzałowy z końca eksploatacji w II połowie XX-go wieku, w jednej z wychodni gipsów mikrokrystalicznych. 



          Posłowie...

Opisane dziś miejsce, to najlepsze odsłonięcie gipsów na terenie naszych Karpat. Inne, niestety bardziej zapełźnięte odsłonięcie gipsów, znajdziemy ok 120 km na zachód na wzgórzu Uzbornia nad Bochnią. Przy czym, jest to odsłonięcie nieco innej formy gipsu, mianowicie gipsu włóknistego, powstałego w innych warunkach sedymentacji chemicznej. Odsłonięcie w Siedliskach ma w sobie coś z książki z zapisaną historią. To kuriozum, ale na zwykłej, zarośniętej chaszczami skarpie z wystającymi skałkami zapisało się mnóstwo szczegółów. Począwszy od zmian klimatu sprzed 10 milionów lat, poprzez skład chemiczny wody, po nawet takie szczegóły jak kierunek przepływu prądów morskich w zatoce której już dawno nie ma. Geologia to właśnie zbiór takich opowieści, trzeba tylko odpowiednio podejść do czytania, by na długo zająć sobie wyobraźnie. Tym bardziej, że lektury pod stopami mamy całkiem sporo, nawet biorąc pod uwagę tylko Karpaty.

czwartek, 26 października 2017

VERRUCANO TATRZAŃSKIE



         Przedsłowie...

Niebiosa... Główna kwatera dowodzenia. Wszędzie bajzel, porozrzucane narzędzia po kątach, czyli jednym słowem koniec pracowitego dnia trzeciego podczas Genesis:

     Anioł: [mruczy pod nosem] Trzon krystaliczny - gotowy, płaszczowiny wierchowe - prawidłowo
                 ułożone, seria reglowa dolna...
     Pan Bóg: A osłona metamorficzna?
     Anioł: Jest! Jest! Wszystko na swoim miejscu.
     Pan Bóg: No to klawo! Tatry mamy gotowe!
     Anioł: [odchrząknięcie] Pardon Szefie, ale tam w rogu mamy jeszcze stertę gruzu z różnych skał.
     Pan Bóg: Wiesz co anioł? Weź tą resztkę spoiwa żelazistego, rozbełtaj to wszystko w wiadrze i
                     wywal gdzieś na Koperszadzkiej Grani i po problemie.

I tak powstał zlepieniec koperszadzki...

     Pośród całego liku tatrzańskich skał osadowych najczęściej natrafimy na mezozoiczne osady węglanowe. Ponadto, obiegowa wieść odnosi skojarzenia ze skałami osadowymi wyłącznie do Tatr Zachodnich. Tymczasem nie dość, że w Tatrach Wysokich także znajdują się skały osadowe, to jeszcze najstarsze wychodnie z tej grupy znajdują się właśnie tam. Matuzalemem tatrzańskich osadówek okazuje się rzecz jasna wspomniany uprzednio zlepieniec koperszadzki będący częścią kompleksu permskich skał osadowych, które przetrwawszy mnóstwo niepokojów tektonicznych i miliony lat erozji, wciąż dzielnie trzymają się grani na wschodnim krańcu Tatr Wysokich.

Początek Koperszadzkiej Grani. To tu, tuż za widoczną po prawej Koperszadzką Czubą zachowały się resztki utworów permu tatrzańskiego.

  

         Śródsłowie...


     Na początku wypadało by przybliżyć czas i miejsce akcji. Musimy się przenieść circa 300 milionów lat wstecz na koniec karbonu. Gondwana wraz z mikrokontynentem Armorykańskim zamykając stopniowo ocean Reik przypierniczyły w Laurosję. Nie mogło się to skończyć niczym innym jak orogenezą hercyńską, podczas której obszar Tatr, a raczej wypadało by rzec "Pratatr" leżący wówczas ciut na północ od równika, został wypiętrzony. Dźwiganiu terenu towarzyszy to co zwykle w takiej sytuacji, czyli ostre denudowanie górotworu. "Pratatry" zostały z czasem zupełnie obdarte z warstw skalnych starszej osłony osadowej oraz lwiej części osłony metamorficznej (zachowała się w zasadzie tylko w Tatrach Zachodnich). Oberwało się nawet samemu trzonowi krystalicznemu, który też został częściowo zerodowany. Erozja hulała w najlepsze przez cały perm, aż pod koniec tego okresu cały obszar stał się... Równiną. Płaską jak mongolskie czoło skalistą równiną, przez którą przepływały rzeki osadzając na niej materiał skalny z południa. Materiały aluwialne składały się z otoczaków i żwirów, głównie granitoidowych i wulkanicznych. Cały ten miks został scementowany lepiszczem ilasto - żelazistym i voila! Powstała warstwa osadów klastycznych (osadów okruchowych) zwanych dziś serią koperszadzką. Pogląd na genezę tych utworów, najlepiej przedstawić jeszcze raz na obrazkach, które ogólnikowo zobrazują cały proces:

Późny karbon - świeżo wypiętrzony łańcuch górski "Pratatr". 1 - intruzja granitoidowa. 2 - skały osłony metamorficznej. 3 - paleozoiczne skały osadowe.

Wczesny i środkowy perm - erozja skutecznie denuduje góry usuwając skały osadowe. Niszczą się także skały intruzji granitoidowej i skały metamorficzne. 1 - intruzja granitoidowa. 2 - skały osłony metamorficznej.

Późny perm - na terenie równiny po zerodowanych górach rozpoczyna się akumulacja osadów rzecznych, które przejdą diagenezę w serię koperszadzką.



 

     Utwory klastyczne długo nie pozostawały nietknięte i jeszcze w samym końcu permu zostały silnie zerodowane. Przy czym "silnie zerodowane", to w zasadzie eufemizm gdyż doszło do prawie całkowitej anihilacji tych utworów. Nadległe piaskowce kwarcytowe w większości miejsc leżą bezpośrednio na trzonie krystalicznym, a tam gdzie znajduje się zlepieniec spąg piaskowców jest bardzo nierówny (jest to negatyw zerodowanej powierzchni zlepieńca). Po transgresji morskiej w triasie, resztki zlepieńca zostały przykryte kolejnymi warstwami osadów autochtonicznych (min. wspomniane piaskowce kwarcytowe), a później nasunęły się na to wszystko płaszczowiny wierchowe i reglowe z dokładką osadów kenozoiku na sam koniec. Przez to wszystko zlepieniec koperszadzki został pogrzebany dość głęboko. Do czasu... Jednak historia z permu się powtórzyła i w miocenie teren Tatr dźwignął się ponownie. Postępująca erozja zdarła zdarła sporą część warstw skalnych, dzięki czemu odsłoniły się starsze utwory, w tym interesujący nas zlepieniec.

     To co dziś zostało na powierzchni, to relikty odsłaniające się tylko w dwóch miejscach w Tatrach. Jedno miejsce znajduje się na zachodnich stokach Zielonej Czuby (jeden z Jaworowych Wierchów). Natomiast drugie, najciekawsze wystąpienie znajduje się na północno-wschodnim końcu Koperszadzkiej Grani i to na nim dziś skupimy uwagę. Perm odsłania się tu na początku grani biegnącej od Wyżnej Przełęczy pod Kopą ku Jagnięcemu Szczytowi. Tuż za zębem Koperszadzkiej Czuby znajduje się przełączka na której zalegają interesujące nas osady. 

Pogląd na końcówkę Koperszadzkiej Grani. Widok z podejścia na Wyżnią Przełęcz pod Kopą. Wcięcie w centrum kadru, to Koperszadzki Przechód na którym znajduje się odsłonięcie permskich zlepieńców.


Tak wygląda ten sam kadr pod kątem wydzieleń stratygraficznych.


     Jak już wcześniej wspomniano zlepieniec koperszadzki, to tak na prawdę tylko część całego kompleksu skał permskich. Całość można śmiało ochrzcić mianem serii koperszadzkiej. Seria rozpoczyna się w spągu od zlepieńca gruboziarnistego z dużymi otoczakami, przechodzącego stopniowo w zlepieniec drobnoziarnisty i arkozę. Na samym końcu w stropowej części kompleksu zalega iłowiec. Zdecydowaną większość otoczaków stanowią granitoidy, ale trafiają się też pegmatyty. Największe klasty osiągają rozmiar ok. 25 cm, ale przeważnie ich rozmiar oscyluje w okolicach ok. 10 cm. Dość charakterystyczną cechą jest bardzo gęsty szkielet ziarnowy z niewielką ilością matriks. Dodatkowo spora część ziaren jak i otoczaków jest ostrokrawędzista, co jest dowodem na niezbyt odległy transport części materiału skalnego. W górnej części frakcji ilastej znajdują się warstwy tufów i otoczaków skał wulkanicznych (głównie ryolitowych), co jest świadectwem dość sporej aktywności wulkanicznej na tym terenie pod koniec permu. Kolejnym elementem są żyłki kwarcowo-skaleniowe, które są bardzo ważnym dowodem na autochtoniczny charakter osadów triasu leżących nad iłowcami permskimi, ponieważ gdyby piaskowce triasu zostały nasunięte, doszło bo do zmielenia górnych warstw osadu wraz z żyłkami kwarcowo-skaleniowymi. Dla lepszego zobrazowania sprawy, cała seria została przedstawiona schematycznie poniżej: 



     W oko wpada od razu specyficzna kolorystyka tych skał, mianowicie cała seria koperszadzka jest czerwona jak nos pana Miecia stojącego pod monopolowym w oczekiwaniu na pięćdziesiąt groszy. Teren Tatr w owym czasie znajdował się na terenie o klimacie pustynnym i podczas wietrzenia wiele składników mineralnych rozłożyło się min. do czerwonego jak październik tlenku żelaza. Granitoidy stanowiące skład większości otoczaków i żwirów były świetnym substratem do tego procesu (miki i amfibole zawierają żelazo) i dlatego obszar Koperszadzkiego Przechodu tak kontrastuje kolorystycznie z otoczeniem. Zlepieniec Koperszadzki ma też swoje odpowiedniki w Europie. Ekwiwalentne kompleksy skalne znaleziono w innych częściach Centralnych Karpat Zachodnich, Alp i Apeninów i noszą one nazwę Verrucano (od zamku Castel Verruca w Apeninach, w rejonie którego pierwszy raz opisano kompleks). Dlatego też można śmiało trzasnąć mądrym terminem "verrucano tatrzańskie", jak ktoś będzie chciał tak dla odmiany. Co też część badaczy czyni w publikacjach geologicznych. Przy okazji... Spora część utworów permskich z Europy na terenach nizinnych jest analogiem utworów typu verrucano i nosi nazwę "czerwonego spągowca", z uwagi na charakterystyczne zabarwienie.

    Zlepieniec koperszadzki zadał też niezłego bobu geologom i musiało minąć pół wieku badań zanim ostatecznie ustalono genezę tych utworów. Pierwszy raz skała została opisana w 1897 r. przez Viktora Uhliga, geologa z CK monarchii, który pozamiatał w temacie geologii karpackiej, tworząc dobre teorie na bazie swoich badań i po stuleciu nadal się go cytuje w publikacjach. Niemniej w przypadku genezy zlepieńca koperszadzkiego się machnął, uznając go za utwory abrazyjne permskiego morza. Później zlepieniec traktowano jako koluwium, by następnie przypisać mu formę brekcji tektonicznej związanej z nasunięciem triasowych piaskowców kwarcytowych. Sprawa się rypła gdy okazało się, że nadległe piaskowce kwarcytowe są autochtoniczne, tzn. powstały bezpośrednio na zlepieńcu bez żadnych tektonicznych wygibasów i jasne się stało, że są to utwory akumulacji rzecznej.

Najlepsze odsłonięcie znajduje się przy samej ścieżce, którą przechodzi każdy który się mierzy z główną granią Tatr.
Zlepieniec koperszadzki w pełnej krasie. Młotek do skali.

Część otoczaków jest słabo obtoczona, co wskazuje na niedaleki transport od miejsca oderwania.

Wyższa część serii koperszadzkiej. Jałowiec przycupnął na ławicy arkozy.

Wyklinowanie serii koperszadzkiej. Trawiasty upłaz tworzący trójkąt z czerwonym zabarwieniem ziemi, to utwory permu. Nad nimi leżą triasowe piaskowce kwarcytowe z okapami powstałymi przez wymycie mniej odpornych iłowców z serii koperszadzkiej. Niżej (prawa część kadru) zalegają granitoidy trzonu krystalicznego.




Ciekawy obraz maluje się także z Białego Grzebienia.
Mówiąc ściślej maluje się tu kilka wydzieleń.

     Odsłonięcie na Koperszadzkim Przechodzie nie jest jedyne w tym rejonie. Seria koperszadzka widoczna jest jeszcze w jednym miejscu na zachodnim stoku Koperszadzkiej Czuby, oraz w kilku niewielkich soczewkach na jej południowych ścianach, niedostępnych bez asekuracji. Ostatnie odsłonięcie znajduje się tuż przy szlaku na Wyżną Przełęcz pod Kopą, gdzie przy wyraźnym uskoku odsłaniają się tylko czerwone iłowce z górnej części serii. 

Rdzawe kolory gruntu wskazują odsłonięcie serii koperszadzkiej na zachodnim stoku Koperszadzkiej Czuby.


         Posłowie...

Zlepieńce wszelakie raczej nie należą do skał specjalnie rzadkich, bo w zasadzie to tylko scementowany żwir z rzeki, dość często występujący w utworach osadowych, a nie jakiś fikuśnie wykrystalizowany minerał mieniący się kolorami jak skittelsy, przez co brak im wyjątkowości. Za to ten zlepieniec akurat jest inny, bo jest rzadki i przy tym kolorowy, ale przede wszystkim jest ważnym kamieniem milowym w geologicznej historii Tatr, ukazującym jak bardzo skomplikowana była geneza górotworu zanim uformował się w znaną nam wszystkim formę. Tutaj na Koperszadzkim Przechodzie na przestrzeni kilkunastu metrów można prześledzić ponad 50 mln lat historii. Wystarczy tylko patrzeć pod nogi.

Pod nogi, jak pod nogi, ale dookoła też warto się rozglądać...
      W dodatku historia kołem się toczy. Ta geologiczna także, a obecnie erodowane góry również pozostawiają w dolinach i kotlinach śródgórskich masę otoczaków. Bardzo prawdopodobne, że kiedyś zostaną niczym innym jak holoceńskim zlepieńcem. Ciekawe tylko czy jeszcze będzie na tej planecie ktoś kto to opisze.

poniedziałek, 24 lipca 2017

KARPACKI KUWEJT


         Przedsłowie...

Gdyby Łukasiewicz wiedział ile problemów w przyszłości urośnie wokół destylatów ropy naftowej, to pewnie pierdzielnął by aparaturą o podłogę, splunął nonszalancko na powstały rozpiernicz i obróciwszy się na pięcie, odszedł by wolnym krokiem do barku z alkoholem, rzucając jeszcze nonszalanckie "hakuna matata" przez ramię. Cóż... Potoczyło się inaczej. Łukasiewicz spokojnie doskonalił proces destylacji i rozkręcał biznes... Ale zanim przedestylował swój zacny olej skalny, to ktoś musiał go jakoś wytargać matce ziemi. Historia wydobycia cennej kopaliny sięga dużo głębiej niż do połowy XIX wieku. Sęk w tym, że czasem ciężko mówić o wydobyciu sensu stricto, kojarzonym z wydobyciem głębinowym, bo ropa czasami wyciekała i wycieka na powierzchnie sama. Wiadomo, że wydajność naturalnych źródeł pozostawiała wiele do życzenia, a lokalni szejkowie naftowi albo nie mieli technologicznych możliwości postawienia wiertni, albo byli zbyt biednymi szejkami naftowymi by takowe postawić. Czarne złoto także dziś można spotkać wędrując po roponośnych terenach Karpat i dziś poszukamy takiego miejsca z samowypływem.   


       Śródsłowie...

      Tak jak wspomniałem wydobycie ropy na terenie Karpat to długa historia. Jej pozyskiwanie na nieprzemysłową skalę prawdopodobnie trwa odkąd pojawili się tu ludzie. O czym mogą niewątpliwie świadczyć poszlaki etymologiczne, takie jak nazwy wsi: Ropa, Ropica Górna, Ropica Dolna, Ropianka, Ropki, czy rzeka Ropa oraz potok Smolnik. Stara notka o ropie naftowej pochodzi z 1530 roku, kiedy to starosta biecki - Seweryn Bonar, zgodnie z pokręconą wiedzą geologiczną swoich czasów, wpadł na szukanie żyły złota na stokach Chełmu wznoszącego się nad Ropą. Owszem znalazł złoto, ale "czarne i płynne" które sprawiło, że współziomkowie mieli z niego kupę śmiechu gdy zalało mu kopalnię...  Później można nieco wyczytać w notkach z XVII i XVIII wieku o nadaniach Jana III Sobieskiego uprawniających do pozyskiwania oleju skalnego w rejonie Męciny Wielkiej. Jednak pierwszą dokładną data wzmiankującą o konkretnym wydobyciu to rok 1791. Wiemy, że istniały wtedy studnie do pozyskiwania ropy na Pustym Polu na grzbiecie pomiędzy Siarami a Sękową na terenie eksploatacyjnym należącym do Jana Wybranowskiego.

     Ważną kwestią jest celowość wydobywania ropy zanim zaczęto ją wlewać do baków agro-tuningowanych golfów palących gumę pod biedronką. Przede wszystkim była używana jako smar np. do osi drewnianych wozów, w młynach, wiatrakach. Była (i jest) skutecznym impregnatem drewna stosowanego w budownictwie. Szewcy stosowali ją do zmiękczania skór. Miała też ważne zastosowanie medyczne przy schorzeniach dermatologicznych. Odgazowana z lotnych frakcji ropa była mieszana z piaskiem w celu otrzymania tzw. "asfaltu żydowskiego" który był dość dobrym impregnatem dachów. No i w końcu trzeba napisać, że była wyśmienitym materiałem oświetleniowym. Na początku stosowano zwykłe kaganki, dopóty nasz Ignacy nie przeprowadził pierwszej destylacji ropy na początku 1853 roku, a chwilę później skonstruował lampę naftową spalającą destylaty, co było początkiem odsyłania starych lamp oliwnych do lamusa. W tym samym roku w lwowskim szpitalu przeprowadzano już nocne operacje przy oświetleniu naftowym, a w 1854 roku w Gorlicach zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa. W 1854 roku ruszyła także kopalnia w Bóbrce, a w 1856 roku założono rafinerię w Jaśle. Przemysł petrochemiczny ruszył z kopyta...    

     Zapotrzebowanie na produkty ropopochodne pozwalało na wykształcenie się zawodu maziarza (alias łebaka - od łemkowskiego "łebać" czyli "zbierać"), który nierozłącznie kojarzy się z łemkowską wsią Łosie położonej nad Ropą w Beskidzie Niskim. Większość mężczyzn z tej wsi trudniła się wytwarzaniem i handlem produktami ropopochodnymi. Używali też produktów podestylacyjnych drewna z mielerzy i retort, ale wraz z rozwojem przemysłu naftowego przewagę wzięły produkty z destylacji ropy. Ciekawostką jest fakt, że sekery (specjalne wozy) maziarzy docierały naprawdę daleko poczynając od austro-węgierskiej części Bałkanów, a na krajach bałtyckich i Rosji kończąc, a zawód ten wymarł ostatecznie dopiero w drugiej połowie XX wieku. Ostatni maziarz zakończył wykonywanie zawodu w 1970 r.).

     No ale czy w dalszym ciągu można znaleźć w Beskidach miejsca z naturalnym wypływem ropy naftowej? Pewnie! Może nie znajdują się na każdym winklu, ale wciąż jest kilka miejsc gdzie ropa wraz z gazem ziemnym tworzy samowypływy. Dość znanym miejscem jest ropne źródło w miejscowości Korňa, położonej w słowackiej części Beskidu Śląsko-Morawskiego. Innym ciekawym samowypływem są źródła ropne w Uhercach Mineralnych w Górach Sanocko-Turczańskich. Jeszcze do niedawna istniało naturalne jeziorko ropy naftowej na wschód od szczytu Wierzchowiny koło Siar w Beskidzie Niskim, ale niestety właściciel gruntów (lasy państwowe) spartolił sprawę po całości - jeziorko zniwelował spychem, a wciąż wydobywającą się ropę ujęto w betonowe cembrowiny. Jednak w dalszym ciągu są jeszcze miejsca na terenie Beskidu Niskiego gdzie takie naturalne wypływy wciąż są aktywne.

Piaskowce inoceramowe w Beskidzie Niskim, to "dom" nie tylko dla złóż ropy naftowej.


     Nadszedł czas by nadmienić kilka słów o genezie ropy naftowej. Teorię nieorganiczną potraktuję nieco po macoszemu, bo dużo bardziej sensowna wydaje się teoria organicznego pochodzenia ropy, niemniej istnieją złoża których pochodzenie sugeruje na nieorganiczną genezę. Całość teorii związana jest z kilkoma różnorodnymi procesami magmatyzmu i metamorfizmu:
  • serpentynizacja - w procesie przekształcania oliwinu do serpentynitu powstaje metan
  • geneza wodoru - wodór może powstawać przy wysokotemperaturowej reakcji wody z tlenkiem żelaza lub krzemianami.
  • dekompozycja węglanów - pod wpływem wysokich temperatur i przy obecności wodoru istnieje możliwość rozkładu węglanów z wydzielaniem metanu.
  • polimeryzacja przy udziale spineli - przy obecności minerałów z grupy spineli tj. magnetyt, chromit, ilmenit może dojść do polimeryzacji alkanów.
     Wróćmy do organicznej teorii powstawania ropy naftowej. To niemalże truizm, ale wygląda to tak: Materiał ze szczątków organicznych zostaje pogrążony w osadach i ulega przeobrażeniu biochemicznemu przeważnie w warunkach anoksycznych (działanie destruentów) i geochemicznemu (ciśnienie i temperatura). Przemiany te doprowadzają w końcu do powstania kerogenu - nieco woskowej mieszaniny węglowodorów, tzw. "niedojrzałej ropy".


TYPY KEROGENU

  • TYP I - o stosunku wodór:węgiel  > 1,25. Składa się głównie z alginitu i kerogenu amorficznego pochodzących głównie z glonowej materii organicznej. Ma największy potencjał ropotwórczy.
  • TYP II - o stosunku wodór:węgiel  < 1,25. Składa się przeważnie z eksynitu pochodzącego z pyłków roślinnych, kutykuli roślinnej i żywicy. Ma nieco mniejszy potencjał ropotwórczy niż kerogen typu I .
  • TYP III - o stosunku wodór:węgiel  < 1. Składa się z witrynitu pochodzącego przeważnie materii humusowej z degradacji biologicznej roślin przy większym udziale celulozy, a mniejszym substancji woskowych, żywiczych i lipidowych. Posiada niewielki potencjał ropotwórczy, ale ma potencjał gazotwórczy.
  • TYP IV - o stosunku wodór:węgiel  <0,5. Składa się z inrerstynitu pochodzącego z silnie utlenionej materii organicznej. Nie posiada potencjału ropotwórczego.

     Warto też wspomnieć o środowisku sedymentacji - kerogen typu I i większość kerogenu typu II powstaje w środowisku wodnym, a pozostałe typy kerogenu mają pochodzenie lądowe. Dalsza diageneza kerogenu pod wpływem temperatury i ciśnienia doprowadza do powstania ropy naftowej w skale macierzystej, którą najczęściej są czarne łupki bitumiczne.

     Ropa potrzebuje też "swego miejsca w świecie" dlatego koniecznością do wystąpienia złoża jest obecność skał porowatych - tzw. skał zbiornikowych w kontakcie ze skałą macierzystą. Dobrym "nośnikiem" dla ropy są skały osadowe: piaskowce, zlepieńce i czasem także wapienie, dolomity. Po migracji ropy ze skały macierzystej do skały zbiornikowej zgodnie z gradientem ciśnień tworzy się złoże. Czasami złoże tworzy się nieco niekonwencjonalnie, np. w piaskach bitumicznych, których największe nagromadzenie znajduje się w Kanadzie w stanie Alberta.



Jeden z naturalnych wypływów ropy w paśmie Magury Wątkowskiej.



Ropa wydobywa się wraz z bąbelkami gazu ziemnego.


I płynie dalej tak jak jej każe grawitacja.

W niektórych miejscach ropa separuje się gęstościowo na wodę oraz cięższe i lżejsze frakcje.

     Interesującą kwestią była też ekonomia wydobycia ropy. Szyby i kopanki miały dobrą wydajność w początkowym okresie wydobycia. Jednak wydajność dość rychło spadała i przez dłuższy czas utrzymywała się na stałym, ale niezbyt wysokim poziomie. Nie było to problemem ze względu na tanią siłę roboczą tamtych lat. Cena za litr ropy wynosiła ok 10-15 centów. Płaca za dniówkę majstra wynosiła 60-80 centów. Lecz niżej wykwalifikowani pracownicy otrzymywali circa 50 centów, a nawet koło 30-40 centów. Z prostej kalkulacji wynika, że wystarczyło wydobyć z kopanki nawet dwa litry ropy by pokryć dzienną gażę jednego pracownika. Przy przeciętnych wydajnościach kopanek na poziomie 400-800 litrów/24 h można było łopatami ładować dutki do kufrów...

W okolicy źródła ropy znajdują się zabezpieczone kopanki.

Wędrując po lesie na trzeźwo raczej trudno wpaść do kopanki, ale mimo tego zabezpieczenie to dobra sprawa...



 
Kopanki, są przeważnie zapełźnięte i przysypane, ale w niektórych widać jeszcze drewniane oszalowanie. Większość kopanek pochodzi najprawdopodobniej z wczesnych etapów górnictwa naftowego, tzn. końca XIX wieku.



     W przypadku Karpat historia powstawania ropy naftowej, wpisuje się w ogólny schemat z innych części świata. Organiczne osady z głównych basenów sedymentacyjnych: magurskiego, śląskiego i skolskiego zostały pogrzebane pod  masą innych osadów. Warstwy osadów (szczególnie te z kredy i paleogenu) były przez długi czas zagrzebane głęboko. Obecnie miąższość osadów fliszowych liczona jest w tysiącach metrów, a spąg osadów fliszowych leży na głębokości 5 - 7 kilometrów. Na przełomie oligocenu/miocenu osady te zalegały jeszcze niżej, przez co substancje organiczne zostały poddane działaniu sporego ciśnienia i temperatury (obecnie wg PIG na głębokości "zaledwie" 2 km pod Karpatami panuje temperatura 50°C-65°C). W miocenie całość została sfałdowana i wypiętrzona do stanu dzisiejszego wraz ze świeżo obrobioną ropą naftową.

      Specyfika złóż karpackich jest związana z fałdową budową tutejszych gór. Ropa gromadzi się tu w licznych "pułapkach" jaką tworzą antykliny zbudowane z naprzemiennie ułożonych nieprzepuszczalnych łupków ilastych i przepuszczalnych piaskowców i zlepieńców. Sytuacja wygląda najczęściej tak jak na schemacie:

1. gaz ziemny, 2. ropa naftowa, 3. wody złożowe, 4. piaskowce i zlepieńce, 5. łupki ilaste (w tym bitumiczne).


W pewnych sytuacjach ropa może być też uwięziona w pułapkach wytworzonych przez uskoki. W rejonie karpackim uskoków nie brakuje, ale nie zawsze znajdzie się kompleks łupków ilastych o odpowiedniej miąższości do utworzenia luki dla złoża.

1. gaz ziemny, 2. ropa naftowa, 3. wody złożowe, 4. piaskowce i zlepieńce, 5. łupki ilaste (w tym bitumiczne). 6. uskok.


     W powyższych schematach powtarzającym elementem jest... Woda. Rzecz jasna nie wzięła się tam tak "od czapy" i jej geneza jest związana sąsiadującymi węglowodorami. Poziom wody i ropy naftowej jest rzecz jasna wysortowany przez różnice w gęstości. Sama woda jest zwykle zmineralizowana (przeważnie jest to solanka) i ma najczęściej dwojakie pochodzenie:
  • Reliktowe  - są to najczęściej wody morskie, które zostały odcięte od odbiegu i zostały pogrzebane wraz ze skałą. Są równe wiekowo skałom w których się znajdują,
  • Organogeniczne - pochodzą z odwodnienia kerogenu poprzez separację gęstościową. Powstawały stopniowo, wraz z naturalnym procesem przetwarzania substancji bitumicznych.
     Ropa to jednak konglomerat całej gamy węglowodorów i trzeba ją poddać destylacji, by rozdzielić ją na frakcje użyteczne w motoryzacji (choć nie da się ukryć, że dla takiego silnika średnioprężnego nie ma paliw które nie mógłby przepalić). Biorąc pod lupę czarną maź znajdziemy tam:
  • alkany (15%-50% wagowych) - nasycone węglowodory łańcuchowe. Te od pentanu(C5) do oktanu(C8) rafinowane są do benzyny. Od nonanu(C9) do heksadekanu(C16) trafiają do baku diesli jako olej napędowy lub jako kerozyna do samolotów. Cięższe niż heptadekan (C17) to najczęściej substrat do produkcji olejów silnikowych. Węglowodany w okolicy circa pentakozanu(C25) to parafiny.
  • nafteny (30%-60% wagowych) - czyli cykloalkany. W ropie naftowej najczęściej można znaleźć cyklopentan(C5) i cykloheksan(C6). Czyste nafteny znajdują zastosowanie jako rozpuszczalniki. 
  • węglowodory aromatyczne (3%-30% wagowych) - cykloalkany spełniające warunek aromatyczności, tzn. posiadają zdelokalizowane wiązanie w pierścieniu lub w pierścieniach jeśli są na tyle duże. Najczęściej są to fenole, krezole i naftaleny.
  • asfalteny i żywice (~5% wagowych) - węglowodorowa waga ciężka. Żywice składające się głównie z terpenoidów są nieco lżejsze w tym zestawieniu, a asfalteny to nic innego jak organiczne składniki asfaltu. Te bardzo masywne cząsteczki składają się w z wielu policyklicznych pierścieni, często aromatycznych z heteroatomami siarki lub azotu i zawierają zazwyczaj sporą ilość metali (żelaza, niklu i wanadu).
     Ropa naftowa zawiera też frakcję lotną alkanów - od metanu(C1) do butanu(C4), która najczęściej idzie z dymem podczas rafinacji lub jest przerabiana na LPG, dla tych którzy nie zdołali wyciągnąć sprawnego Passata w dieslu od Mietka z komisu. Z pozostałych, niekoniecznie organicznych związków które można wyróżnić spośród całej chemicznej palety, to przede wszystkim związki siarki (siarczki, siarkowodór), azotu (zasady purynowe) czy wspomniana już wcześniej woda.

Ropa z rejonu gorlickiego - intensywnie czarna i nieklarowna a  także bardzo wonna.


         Posłowie...

     Cóż... Od połowy XIX wieku trochę już minęło, a na ulicach szejków w ferrari jak nie było, tak nie ma. Przemysł naftowy miał swoje złote chwile na przełomie XIX/XX wieku, a później było już tylko gorzej. Istotnym czynnikiem była sytuacja geopolityczna i zawieruchy wojenne, a także fakt wyczerpania części złóż w latach 50-tych XX wieku. Niemniej nie wszystkie złoża zostały wyczerpane i w wielu miejscach w Karpatach wciąż sterczą wiertnie, a kiwony wciąż bujają się na łąkach. Tak jak np. w kopalni w Krygu koło Gorlic.

Krygowskie kiwony dalej śmigają wypompowując ropę z utworów paleogenu.

I choć nic nie wskazuje na to, by wydobycie się zwiększyło, ale z pewnością to jeszcze nie koniec.

     Za sprawą takiego spokojnego spaceru po chaszczach, dotarliśmy do zjawiska geologicznego, za sprawą którego powstała cała lawina zdarzeń, która w zasadzie ukształtowała cały dzisiejszy świat w takiej formie jaką znamy obecnie. Bo przecież cywilizacja miała by dużo bardziej pod górkę bez motoryzacji, lotnictwa czy bez polimerów ropopochodnych obecnych na każdym kroku naszego życia. I pomyśleć, że kiedyś wszystko to zaczęło się od jakiegoś gościa nabierającego warząchwią czarną jak wůngiel ropę do dzbana z naturalnego źródła, gdzieś w bukowych ostępach Beskidu Niskiego.

poniedziałek, 3 lipca 2017

NOTA O OKRZEMKACH



       Przedsłowie...

Dzień jak co dzień w wozie strażackim... Szumi zakorkowana obwodnica za szybą. Gołębie znów rutynowo zasrały maskę. Zgłoszeń już pewnie nie będzie. Wtem znudzony służbą pan Heniu słyszy głos w radioodbiorniku:

    -Panie ogniomistrzu mamy plamę!  Odbiór.
    -No to co? Zasypać prochem! Kto poplamił? Znów jakiś golf po wieśtuningu zaparkował na środku ronda? Odbiór.
    -W mordę jeża anatolijskiego, wielka cysterna z ropą panie ogniomistrzu zaparkowała przymusowo pod wiaduktem. Zabrakło z 5 cm prześwitu, a kierowca ma tyle promili ile centymetrów zabrakło.  Odbiór.
    -To sowicie sypać! Ale żwawo! Nie żałować jak cukru dla gości! W mordę jeża! Jakiegokolwiek jeża! Ruchy, ruchy! Już do was jedziemy! Bez odbioru... Kurna!

Cóż wspólnego z geologią, może mieć ciężki dzień u strażaków? Odpowiedź jak zwykle jest prosta, ale by ją owinąć w coś innego niż bawełnę, udam się na malownicze tereny Pogórza Przemyskiego. Gdzie pośród lesistych wzgórz znajdują się złoża dość interesującej kopaliny.


       Śródsłowie...


Rejon który nas interesuje leży w synklinie Leszczawki, w obrębie której występują warstwy krośnieńskie z płaszczowiny skolskiej budującej w zasadzie całe Pogórze Przemyskie. W górnej części warstw krośnieńskich znajduje się poziom diatomitowy wydatowany na dolny miocen. Pas ten ciągnie się lekko wygiętym ku północy łukiem, o długości ok 17 km. na linii Kuźmina - Jawornik Ruski - Dynów.

Diatomit jest jedną z kilku rodzajów skał krzemionkowych znanych z terenu Karpat, składającą się z gęsto upakowanych szkielecików okrzemek zespojonych materiałem ilastym. Szkieleciki zbudowane są z opalu czyli uwodnionej krzemionki (SiO2·nH2O). Szkieleciki tworzą sieć kapilar i pustych przestrzeni. Co sprawia, że diatomity są skałami o dość niskiej gęstości i posiadają ciekawe właściwości fizyczne które opiszemy tu później i udowodnimy je empirycznie.

Diatomit jest bliskim krewnym ziemi okrzemkowej i różni się od niej głównie stopniem diagenezy. Mianowicie ziemia okrzemkowa jest skałą luźną, a diatomit jest zwięzły. Po drodze do miejsca docelowego mijam jedyną czynną kopalnie odkrywkową tego surowca w Jaworniku Ruskim. Szacowane zasoby tego surowca w tym rejonie ocenione są na 0,64 mln ton, a suma polskich złóż diatomitu szacuje się na 10,02 mln ton. Przy czym większość zindeksowanych złóż znajduje się właśnie w okolicy synkliny Leszczawki (stan na 31.01.2016 r.). Eksploatacja w Jaworniku Ruskim nie jest wielkoskalowa. Wydobycie w 2016 roku wynosiło około 500 ton diatomitu.

Poziomy diatomitowe znajdują się jeszcze na Pogórzu Dynowskim na linii Błażowa - Piątkowa - Harta - Bachórz i Dydnia - Krzywe, oraz w rejonie Godowej. Niemniej tamtejsze złoża nie zostały poddane szacowaniu ilościowemu.

Kopalnia i zakład przetwórstwa diatomitu. W tle najwyższy szczyt Pogórza Dynowskiego - Sucha Góra.

No, ale to nie cel dzisiejszego wyjazdu. Jedziemy jeszcze parę kilometrów dalej na południowy wschód od Jawornika Ruskiego, na Przełęcz Kuźmińską, gdzie znajduje się zapuszczony kamieniołom. Do 2001 roku tu także prowadzono eksploatację diatomitu. Teren jest otwarty i tylko czeka na odwiedziny amatorów ciekawostek geologicznych. W zasadzie całe odsłonięcie w kamieniołomie składa się z diatomitów i łupków diatomitowych, a w bardzo niewielkich ilościach rogowców i piaskowców kliwskich. Diatomity mają kolor beżowy, czasem kremowy i wietrzeją na piękny rudy kolor (tak, rude może być piękne i nie wredne).

Tak obecnie wygląda niecka kamieniołomu.
Wertykalnie ułożone warstwy diatomitu, przeławicowane
wkładkami łupków diatomtowych.
Wietrzejąca na rudo powierzchnia diatomitu.
Diatomity są bardzo kruche. i łatwo tworzą piarżyska.
...Wszechobecne piarżyska.
"Znakomicie w tym diatomicie" - stwierdziła żyworódka.
Cały układ warstw diatomitów ma ciekawy przebieg. Wschodnia część, położona bliżej drogi schodzącej na dno kamieniołomu zawiera warstwy ułożone wertykalnie, ale regularne. Wszystko jest poukładane schematycznie, panuje "niemiecki ordnung". Natomiast zachodnia część wygląda jak Ulryk von Jungingen po bitwie pod Grunwaldem. Rzuca się w oczy chaotyczny układ warstw bez ładu i składu, który jest pokłosiem niczego innego jak... Olistostromy, czyli podmorskiego spływu osuwiskowego. W tym wypadku dość niewielkiego, o olistostromach powiem co nieco w innym wpisie, ale pora wyjaśnić dlaczego diatomit jest dość interesujący.

Skład diatomitu sprawia, że ma interesujące cechy fizyczne. Jak już wcześniej wspomniałem, sieć pancerzyków okrzemek sprawia, że materiał jest bardzo porowaty i przez co lekki. Gęstość diatomitów z Leszczawki waha się pomiędzy 1,09 a 1,7 g/cm³. Od razu można zauważyć, że niektóre diatomity nie są dużo bardziej gęstsze od... Wody! Dla porównania gęstość bazaltu oscyluje koło 3 g/cm³, a granitu wynosi circa 2,6 g/cm³. Taka struktura skały sprawia, że diatomit jest bardzo chłonny, co postanowiłem przedstawić na prostym eksperymencie.

Odłamek diatomitu zważyłem na wadze laboratoryjnej dwa razy: na sucho i po kwadransie zanurzenia oksydanie. Po czym obliczyłem objętość odłamka na zasadzie pomiaru objętości wypartej wody, co pozwoli nam pokazać relacje objętościowe.

Na sucho diatomit waży 163,15 gramów.

Lecz po chwili ląduje w kąpieli.


I po kwadransie pluskania się w wodzie tyje do 206,3 grama.


Z powyższych pomiarów wynika, że odłamek wchłonął 43,15 grama wody tj. 43,15 ml. Objętość odłamka została wyznaczona na 117,35 ml co daje nam gęstość na sucho 1,39 g/cm³. W prosty sposób doszliśmy do tego, że kawałek diatomitu wchłonął 36,7% swojej objętości. Stosunek wagowy ujawnił, że bryłka zwiększyła swoją początkową masę o 26,4%. Nieźle, jak na coś co jest litą skałą, a nie super chłonną gąbką z Rossmanna. Właściwości pochłaniające zadecydowały o tym, że diatomit jest surowcem który wykorzystuje się jako świetna baza do sorbentów. Oczywiście właściwości chłonne diatomitu polepsza się jeszcze poprzez mielenie i kalcynacje - prażenie w piecu w celu dokładniejszego usunięcia wody.


     Posłowie...


No ale gdzie wspomniany związek ze strażą pożarna? Czasem na stacjach benzynowych przy dystrybutorach i na jezdniach, przeważnie w miejscach wypadków widuje się rudawą zasypkę. Jest to nic innego jak sorbent który wytwarza się z rzecz jasna diatomitu lub celulozy. Diatomit stosuje się także jako nośnik środków ochrony roślin, filtrator (nawet w przy produkcji klarownych, złociutkich lagerów z waszej lodówki), czy też popularny stabilizator nitrogliceryny - dzięki czemu budownictwo zrobiło naprawdę wielki krok do przodu, a inżynierowie na całym świecie odnoszą niemożebną satysfakcję z pracy, gdy najzwyczajniej w świecie puszczają petardy robiące naprawdę porządne "jeb!" (dzięki Alfred!).

Siedzieć w kamieniołomie mógłbym długo, ale pora wracać, bo do domu jest dalej niż zwykle. Tradycyjnie dociążam się okazami z miejscówki. Mam pewien sentyment do rejonu w którym znajduje się kamieniołom. Pogórze Przemyskie i sąsiednie Góry Sanocko-Turczańskie, są nie mniej dzikie niż Beskid Niski czy Bieszczady. Mówię tu oczywiście o dzikości na miarę Europy Środkowej, a nie ostępów z Alaski. Niemniej warto tu przyjechać na bardzo urzekający i nasycony sielskością "dziki wschód".

Cerkiew w Kotowie powoli wstaje z ruin.
W drodze przez Masyw Piaskowej i Pasmo Kruszelnicy, rozkoszuje się mieleniem błota na oponach które są tylko kompromisem pomiędzy gumą w teren, a gumą na szosę. Szlak poprowadzony jest fantazyjnie pośrodku "niczego", na pewnym odcinku bez jakiejkolwiek ścieżki, tak po prostu przez las. Przy czym o dziwo znaki są wymalowane dość porządnie i są raczej relatywnie świeże. Niemniej trudno się zgubić trzymając azymut, a do Dynowa dotrę bez opóźnień w sam raz przed potężnym frontem burzowym z zachodu.