Posty

Z ODROBINĄ SIARKAZMU

Obraz
         Memory, find... Siara...      Fin de siècle XX wieku. Późne popołudnie koło spożywczaka w Jaśliskach. Zimno i ponuro, jak to zwykle w weekend. Liście z buków już nabrały kolorów, a w przestworzu wieje sakramencko, choć to nie kieleckie. Wtem wśród świstów zefiru, daje się dosłyszeć konwersację dwóch dżentelmenów:      Dżentelmen z brodą: Ej! Masz może ognia?      Dżentelmen z wąsem: Zapałki są. Próbujesz?      Dżentelmen z brodą: Całe moje życie to hazard. Odpalmy! Parę pudełek później...      Dżentelmen z brodą: [krztusząc się] Dziękuję!      Dżentelmen z wąsem: Żaden problem. Mam nadzieję, że te oparzenia na palcach szybko znikną. Nie było by oczywiście takich wzruszających, chwytających za serce scen, gdyby nie pewne zajścia z "biochemicznymi reaktorami" w mioceńskim morzu zalewającym Zapadlisko Przedkarpackie. 15 milio...

WALENTYNA PRZY GARACH

Obraz
          Przedsłowie... W iosna 1963 roku, Kazachska SRR. Poranek w kantynie na kosmodromie Bajkonur. W hangarach, pucują się na wysoki połysk dwa Wostoki, a przed nosem skacowanego Walerija Bykowskiego ląduje micha papkowatego żarcia, wyglądająca jak ekskrementy wieloryba i szklanka wódki.    Walerij: Szto eto? Znowu glony? Walentyna nie osłabiaj mnie... Kobieto miej litość.    Walentyna: Nie marudź Walerii. No otwórz buzie! Leci samolot, leci...    Walerij: Soliłaś?    Walentyna: Łyżeczkę.    Walerij: To mało! Żeby ten gnój był jadalny, trzeba minimum dwóch, trzech i to kopiastych.    Walentna: Wczoraj ci smakowało!    Walerij: Wczoraj jeszcze grałem twardziela. Dzwoń do Tylicza by zarzucili projekt.    Walentyna: To po co tyle gotowałam?    Walerij: Pieprzone glony! Dzwoń lepiej do tego Tylicza! Gdzie ta wódka?   ...

TRANSFORMERSY CZYLI EPIGENEZA SIARCZANÓW

Obraz
       Przedsłowie... P rzemiany, przemiany... Jedynym procesem przekształcającym który jestem w stanie sam skutecznie (przeważnie skutecznie) przeprowadzić, to termiczna metamorfoza ziemniaka w frytkę oraz cukru w etanol. Reszta jest już zbyt skomplikowana. Nawiązuje do pichcenia, bo geologia to w zasadzie fizyczno-chemiczna kuchnia w której pełno jest transformacji. To też sztuka natury do przyrządzania różnych rzeczy z tych samych składników (większość skał na tej planecie zawiera w sobie różnie skonfigurowany SiO 2, Al 2 O 3 i MgO). Dziś przyjrzymy się jednemu z takich przekształceń i to w zasadzie jednemu z młodszych, bo powstałego w trakcie finalnego piętrzenia się Karpat, gdy większość skał była już w zasadzie na takim samym etapie rozwoju co dziś.        Śródsłowie... P odczas miocenu, orogeneza w Europie mocno szarżowała i morza zaczęły ustępować miejsca lądom. Ongiś spory akwen wodny - Paratetyda, stopniowo wyc...

GIPSY KINGS I KRYZYS KARPACKI

Obraz
         Przedsłowie... N arzekasz na upalne lato, pomimo zamieszkiwania w okolicach 50-tego równoleżnika? Globalne ocieplenie klimatu sprawia, że spojówki schną szybciej niż kiedyś? Przez skwar musisz częściej podlewać paprotkę na paździerzowym regale? Kiedyś było gorzej. Znacznie gorzej. Dla skontrastowania sprawy, wystarczy odnieść się do warunków z poprzednich epok. Wyobraźmy sobie pejzażyk: Przeszłość całkiem nieodległa, jakieś 13 milionów lat temu, czyli niemal wczoraj. Północny skraj ciągle piętrzących się Karpat. Za plecami góry, a przed nami szumi... Paratetyda - mioceńskie, ciepłe morze. Bynajmniej nie ma co liczyć na ochłodę z bryzy. Jest gorąco, cholerny żar jak przy beknięciu Smauga, strefa przybrzeżna intensywnie paruje. W takich warunkach Pascal mógłby sobie gotować zajebiste warzywka na parze bez specjalnego sprzętu. Woda morska lecąc w eter, zostawiła za sobą ślad, w postaci wysadów soli i gipsów zalegających w dawnej misi...

WĘGLANOWY ERSATZ I GEOLOGICZNA MIMEZJA

Obraz
         Przedsłowie... O d wiek wieków tanie i dobre jest dobre, bo jest dobre i tanie. Tyczy się to wszystkiego w żywocie homo sapiens poczciwego, począwszy od kupowania ziemniaków na tagu, poprzez wizytę w burdelu i na kamieniarce kończąc. Ileż to trudu przynosił dobór odpowiednich materiałów? W szczególności gdy renesans kwitnął, a z cieńkoławicowego piaskowca to se co najwyżej chłop mógł kapliczkę postawić i winkle stodoły obmurować... Tymczasem w rozmowach konfabulowanych gdzieś na południu XVI-wiecznej Rrzeczpospolitej: Jan Maria Padovano: Panie Krzyśku! Jeśli chodzi o pomnik nagrobny, to pasowało by ustalić konkret... Jan Krzysztof Tarnowski: Janek! Janek! Oj... Janek! Janek! Myj uszy, bo mówiłem już setki razy! Trza by tu z frontu pierdyknąć alabesterek, tam z boku  to już sobie sam umyślisz, no i            oczywiście marmury z Carrary. Jan Maria Padovano: Panie Krzyś...